Skip to main content

słoik z latem




wszystkie niesłoneczne dni lata przechowywane są w rejestrze dni przeczekanych. odsączone z jaskrawych kolorów, które widać tylko w pełnym świetle, wyblakłe jak zbyt często prana koszulka, oślepiająco białe aż do bolesnego mrużenia oczu, nierzeczywiste, parne i zamknięte w słoiku. czekają na przełom.
stoimy na samym dnie wpatrzone w niebo zakrętki podziurkowanej przez jakąś łaskawą rękę. tu na dół docierają tylko najwytrwalsze podmuchy wiatru. nie dzieje się wiele. dzieje się niewiele. dzieje się faktura twojej sukienki, na którą mam czas, której ściegiem podróżuję od wzgórza do wzgórza. oprócz tego już nic. nie rzucamy cienia, gubimy tożsamość, już dłużej nie kotwiczymy przy ziemi. na wszystko wokół pada to samo rozproszone światło. 
siadam w suchej i nieruchomej w oczekiwaniu trawie czując pod plecami nieuświadomioną ściankę słoika. a ty wyciągasz przed siebie otwartą na płasko dłoń. wciąż jeszcze jasna od kurzu niesłonecznego dnia, łapiesz w nią pierwszą kroplę przełomu.

Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem