Skip to main content

Posts

Showing posts from April, 2013

asfalt przez las

wszystkie nocne powroty, które nie zostawiały w głowie słodkich bruzd zlewają się w jeden, więc jadę. bo tylko POMIĘDZY mogę się dziać i szyć po wszystkim słowa jak ogromny, szaro szary patchwork. asfalt wytyczony przez las nie jest niczym oczywistym. coś się trzepie w osierdziu na samą myśl o nieuśpionych wiatrem zwierzętach siedzących w szeregu i wpatrzonych w smugi świateł, które gubimy i które zawisają w powietrzu by długo, długo wsiąkać w noc. kończę papierosa z czołem przy chłodnej szybie i wzrokiem na twojej szyi. światło posianych w nieznośnych interwałach latarni powraca na twoją twarz by za chwilę zniknąć. na te kilka sekund sięgam do świetlistych plam przechowywanych pod powiekami by niczego nie przegapić. przez chwilę boję się, że nasz dom budujemy z mokrych, zbutwiałych desek i na słowach które nigdy nie padną. że powinnam cię nazywać imieniem szałwii, rumianku i innych ziół rosnących na rowach. ale póki las się nie kończy, cicho kłamię ci na ucho jak mało mnie obchodzisz…

doprawdy

Doprawdy, żyję bardzo. Ale ja właściwie Mam w życiu migotliwym jedną myśl jedynie, Napiętą jak cieniutka strzała na cięciwie: Zmienić się w linię.
Jak na wodzie na wznak się na życiu położę, Bez myśli i bez woli promiennie popłynę, Prosto — prosto — nijako — utonę w przestworze I w oczach twoich zginę.

(J. Tuwim)



Tęsknić za tobą to jak pisać do ciebie list rozrzedzoną tkanką własnych tętnic.

(autor nieznany nikomu, nawet sobie dość słabo raczej)

skóra

W przelotnym ściśnięciu dłoni
Płyciźnie szklanki gazowanej toni
Gdy pot się grupuje 
Na pulsującej skroni

Uciec byle dalej, choć nie bardzo ktoś goni
I być jak w kieszeni, i nie jak na dłoni
Gdy słowa padną byś mnie zasłonił

Pół nocy nie spał, łzy nie uronił
Wysłał sms, podpisał anonim
Gdy serce walczy, mózg się broni

Zdarzają się nam dni ciepłe i bez słońca,
Bez utraty gruntu, choć rzeka dzika, rwąca
Zdarzają się nam dni ciepłe i bez słońca,
Bez egzorcyzmów, wywoływania końca

ul/kr

mleczny ząb

do wyrwania bo czas dorosnąć do czarnych dziur
no co jak co ale w pewnym wieku to się przecież nie godzi tak uparcie unikać klamek i nitek

K.H.


zielone jojo

nie masz pojęcia jaki hałas robi zima, gdy rozmarza wśród blokowisk i spada tysiącem kropel w dół balkonów. dałam się przyłapać tej kakofonii z okiem nieśpiącym od 5 godzin, badającym teksturę sufitu. chciałabym wyjść naprzeciw całej tej wodzie w jak najdłuższym swetrze, nasiąknąć przełomem i już dłużej się nie wahać. być brzemienną w wiosnę. puścić zmęczoną skórę z nurtem rzeki jak marzannę. nie jest tak łatwo wierzyć ci na słowo. szukam znaków, potwierdzających każdą samogłoskę, w którą układają ci się usta. znaczone na biało drzewa zawsze miały dla mnie po jednym oku bez względu na tłumaczenia uwzględniające skład chemiczny wapna. badam więc ten kwiecień jak pilny uczeń doktora Tulpa-zanurzam palec w pulchnej ziemi i drażnię korzenie czekając, aż trawa ukłoni się w wymuszonym skurczu. przez nakrapianą szybę tramwaju, w którym pierwszy raz od dawna nie marznie mi czubek nosa, patrzę na chłopca z zielonym jojo. chociaż jeszcze nic nie czuję pod skórą, chociaż chowam przezroczyste końc…

sarna

nie mam siły być czułą dla swojego ciała, rozlewać się po nim jak balsam, układać je do snu w misterny embrion. zdzieram z opuszków lewej dłoni martwy naskórek drążony przez kilka smutnych piosenek. ma smak basowych strun i słodką woń cienistych dolin twojego ciała, które odwiedzam, zanim zasnę. to jednak za mało, żeby swobodnie oddychać.  wszystkie moje ścieżki śpią jeszcze wilgotnym, gnijącym snem, który wdziera się do gardeł by boleć. straciłam dziś cały ranek na przemawianiu do ściany lasu i nie otrzymałam odpowiedzi. podeszłam jak nieostrożna sarna pod ten świat, który niczym mnie nie nakarmił. teraz łatwiej będzie mnie odstrzelić.  po wychłodzonych pokojach krążymy więc jak przebrzmiałe zwiastuny wiosny. nic nam nie szumi za oknem, tylko telewizor coś gada. rękawiczki upuszczają sobie krew z kolorowej włóczki. nawet jeśli po tym wszystkim coś się wydarzy, będziemy spóźnieni na każdy nadchodzący dzień. pójdę w doliny, by nikogo już nie szukać poza tobą.