Skip to main content

asfalt przez las






wszystkie nocne powroty, które nie zostawiały w głowie słodkich bruzd zlewają się w jeden, więc jadę. bo tylko POMIĘDZY mogę się dziać i szyć po wszystkim słowa jak ogromny, szaro szary patchwork. asfalt wytyczony przez las nie jest niczym oczywistym. coś się trzepie w osierdziu na samą myśl o nieuśpionych wiatrem zwierzętach siedzących w szeregu i wpatrzonych w smugi świateł, które gubimy i które zawisają w powietrzu by długo, długo wsiąkać w noc. kończę papierosa z czołem przy chłodnej szybie i wzrokiem na twojej szyi. światło posianych w nieznośnych interwałach latarni powraca na twoją twarz by za chwilę zniknąć. na te kilka sekund sięgam do świetlistych plam przechowywanych pod powiekami by niczego nie przegapić. przez chwilę boję się, że nasz dom budujemy z mokrych, zbutwiałych desek i na słowach które nigdy nie padną. że powinnam cię nazywać imieniem szałwii, rumianku i innych ziół rosnących na rowach. ale póki las się nie kończy, cicho kłamię ci na ucho jak mało mnie obchodzisz.

Comments

  1. "tylko POMIĘDZY mogę się dziać" - kto Ci pozwolił cytować co jest w mojej, Defetystycznej Wiosny, głowie (Maupo)?!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem