Skip to main content

planety





"jeszcze mi się przypomniało, proszę pani! jak zobaczyłam księżyc to przypomniałam sobie co chciałam powiedzieć. czy to jest tak, że świeci sam z siebie czy inaczej? aaa, no właśnie! słońce! my słońca teraz nie widzimy, ale ciągle jest. ciągle jest. to ziemia nam się kręci. nieboskłon. no dobrze, dobranoc i przepraszam. i dziękuję! a wie pani, ja jeszcze więcej mogłabym wymienić, tych planet. mars, czerwona planeta. jowisz to jak mnie promieniuje, tak mi brzmi ta jego nazwa. saturn, uran, neptun, pluton a ponoć więcej ich tam jest, więcej nazw trzeba by było, słów więcej. coś tam jeszcze wiem, coś pamiętam, jeszcze nie taki ze mnie motłoch. 80 lat, mówi pani, że ładny wiek, ale gdzie on tam ładny. jak się człowiek starzeje to nie jest tak, że po prostu lat więcej, że czasu mniej i mniej zapamiętanego a więcej przepuszczonego przez palce. to nie jest tylko tak. człowiek się staje innym człowiekiem. INNYM CZŁOWIEKIEM, na starość. no dobrze, to ja już nie przeszkadzam. dobranoc. i przepraszam, przepraszam bardzo. i dziękuję."





boję się szaleństwa.


Comments

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem