Skip to main content

biała kredka



kochane dzieci, nie rysujcie w rogach kartek żółtego słońca z przerywanymi liniami zamiast promieni, z dziurami wwiercanymi aż do jądra ostrym końcem mocno przyciskanej kredki. nie oddawajcie mu pod opiekę płasko kładzionych plam jaskrawej zieleni trawników, ani kwiatów na łodygach dłuższych od ludzkich nóg. nie zawieszajcie obok słońca żadnej z brzuchatych liter E udających ptaki, obłóżcie niebo obłokami układającymi się w oswojone kształty. rysując dom od dymu komina, zaczynajcie głęboko pod ziemią. może nawet poza kartką, a może nigdzie? może nie starajcie się tu osiedlać. uciekajcie w obrazki na których zaplanowano dla was mnóstwo deszczu i szczelnych chmur. zamieszkajcie w deszczu. słońce jest białe i martwe. białej kredki używa się rzadko.

Comments

  1. a co jeśli rysuję ptaki w kształcie litery M? ;_;

    ReplyDelete
    Replies
    1. bardzo utrudniasz, wiesz? :< i wcale takich nie rysujesz na pewno :<

      Delete
    2. Pf i dodam, że biała kredka zawsze była moją ulubioną. :<

      Delete
    3. moją też! :< kredka rzeczy nieistniejących :< zawsze trzymała fason, kiedy czarna się kończyła aż do rozmiaru, którego nie można już zatemperować :<

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem