Skip to main content

jedną nogą w jesieni



nie wiem skąd te żółte liście wokół lipcowych kałuż. już? tak szybko? któreś drzewa starzeją się szybciej niż inne. dogadalibyśmy się. puszyste trzmiele szukają schronienia przed upałem pod moim dachem. to już trzeci, któremu trzeba było wskazać drogę powrotną. tutaj wcale nie jest lepiej niż tam. i tak w kółko. znam to przecież. może to po prostu nagły zryw, jak zrywy chorobowe, przed upadkiem w jesień. ty też jesteś jak na wpół otwarty kasztan. a ja piję herbatę z miodem i cytryną. 

na boga, wstęp do mandragory powinien być oddzielną piosenką trwającą te 4:39, może nawet bez słów? nie wiem co tam jest konkretnie, ale słyszę swoje kroki, wszystkie te, które już postawiłam, i granat wieczorów, i bladą szarość świtów. kosmiczna synteza, nie mów, że nie! i wino, i osty. 

teraz może Antośka. syreni śpiew pod gotowanie obiadu. 

Comments

  1. a co Ty jak ten podstępny pająk , zaczynasz już snuć wizje jesienne...zaczekaj jeszcze

    ReplyDelete
  2. ja mam jesień we krwi. to nie podstęp, jawnie snuję!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem