Skip to main content

pas albo grawitacja




zamykam drzwi auta i nagle robi się nieznośnie cicho, aż do brzęczenia w uszach. stada małych much zadomowione w małżowinach. nie potrafią tak po prostu zasnąć, mamy ze sobą wiele wspólnego. brudna szyba wybiórczo przepuszcza światło, które oślepia mnie w nieoczywisty sposób. przez gazę, piasek, sitowie, splot brudu. jest tu duszno jak w naszym tymczasowym pokoju pod ukośnym dachem, gdy budzimy się zbyt późno na wypełnianie jakichkolwiek obowiązków. w taki dzień twoja szyja połyskuje potem nawet jeśli całą noc byłam od ciebie na odległość kilku gwiazdozbiorów. tutaj jednak jestem sama. zaplanowano dla mnie norę pachnącą wymyślonym lasem z tekturowej choinki. zwijam się w  w niekształtny supeł z nitkami żył wymykającymi się z ciała. biorę oddech i przytakuję Stedowi. do niedawna nie miałam pojęcia jak to jest, kiedy powietrze staje kością w gardle. nie odpinam pasa mając nadzieję, że może mnie tu przytrzyma, że nie odlecę, nie pomacham nogami trzymanymi w locie prosto jak u mew, tej ziemi, która coraz bardziej pachnie mi moim ciałem.

Comments

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem