Skip to main content

senne zioła



marzy mi się dzień skupienia na jednej banalnej czynności. dzień wypełniony po brzegi ruszaniem palcami w sandale, badaniem mokrego piasku pod suchym. dzień przesypywania siebie z naczynia do naczynia, zbierania kłębuszków kurzu wilgotnym śródstopiem. dzień w oparach sennych ziół zaparzanych twoją ręką.

ten wiatr nie gwiżdże, chociaż to pierwsze co myśli się o wietrze. ten wiatr warczy. nisko i ostrzegawczo. jak leżący z łbem przy ziemi nieufny kundel nastroszony od deszczu. otwierasz okno i mówisz, że w powietrzu pachnie trupem. że pewnie znów ktoś się rzucił pod pociąg i niesie tu z wiatrem ten słodkawy zapach beznadziejnych spraw. czekamy na pierwsze karetki, ma być jak w dobrym filmie, lecz żadna nie przyjeżdża. wieczór dostanie niskie noty za fabułę. 

Comments

  1. Zaczęłam czytać rano... odciągnięta od kompa, w końcu wróciłam

    i chciałabym taki jeden dzień dla siebie, poprzelewać się w łóżku z lenistwa,takie tam marzenie :)

    pozdrawiam

    ReplyDelete
  2. Znam ten zapach, gdy świat pachnie trupem.
    Czytam, czytam

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem