Skip to main content

bawełna



spadł deszcz i dookoła było dość granatowo. dość bardzo, ale bardziej podczas błysku. poza tym: zgaszony granat, jak w starym słoiczku z zapomnianą plakatówką. to ja i mój dzieciak patrzący w słońce przez niebieskie szkiełko butelki. domieszki szarości, bo już ciemniej-dni coraz krótsze, zmierzyłam dzięki spacerom. krajobraz oglądany milion razy ucięłaś mi okienną ramą i poczułam się kompletna. to nie przypadek, że mamy sierpień.
czy to wciąż zdjęcie? zobaczyć, zapamiętać. wiem, że jestem w tym dobra. przechowuję mnóstwo, ale są to rzeczy przypadkowe. twoje włosy i granat. przebłyski światła gdzieś głęboko w wodzie. i moje palce w tym wszystkim. i ślady opuszków w powietrzu jak na matowej odbitce kodaka. to zdjęcie nie przejdzie przez żadne inne dłonie.
no więc może chociaż w słowach.
zbyt pogodnie, zbyt spokojnie. dzień, w którym telewizor mówi do nikogo, mimo, że dostał głos ode mnie. mam wrażenie, że właśnie teraz ktoś bezprawnie chodzi po naszych ścieżkach zacierając wszystkie ślady. w myślach na każdej rozstawiam pastuch. niedosłowne: wynocha! przypominam sobie o ostatnim tramwaju i sprawdzam zegary aż trafiam na działający. zdążyłabym. 


wanilia i trochę pieprznych piegów. chyba tak. 
rozrzucamy rzeczy na obce orbity, trochę mojego u ciebie, trochę twojego u mnie. no ale! kosmos jest jeden, prawda?




Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem