Skip to main content

niedzisiejszy miś albo warkocz



kojarzysz pluszowe misie starej daty, którym spod futerka wyłażą sztywne nitki zamiast pluszu? tak wyglądał warkocz tej kobiety w tramwaju: czarny, miękki, poprzetykany siwymi pasmami jak niteczkami, sztywniejszymi od reszty.

mam słów niewiele, tyle co nic. 
chociaż grzejemy skrzydła przy szachowych stolikach, nie jesteśmy sezonowe jak rusałki admirały. prawda? 

jesienne światło.
pan od języka kaczego.
metafory uszyte z tetrisa. [ja będę tą upierdliwą niebieską literką z!]

Gdańsk się przydarzył, opowiem jak poskładam.

Comments

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem