Skip to main content

wystające miejsca


skąd się biorą liście na parkingach przed hipermarketami, gdzie ani ułamka drzewa? miodowe buty, miodowy mokry pies. idę i wącham przejrzystość powietrza. umiesz pokochać to miejsce bardziej? zdołam cię tego nauczyć? spróbuję. 
te ciepłe swetry, które owijają nasze ciała tak szczelnie, zawadzają ostatnio o wystające miejsca. miasto zbiera zachłannie kolorowe włóczki jak wskazówki na trasie niezrozumiałych podchodów. tędy będziesz mogła się wycofać, kiedy już zostanie na tobie ostatnia poskręcana żałośnie nitka. ale może to nigdy nie nastąpić. możemy bardzo długo obnosić się z dziurami po kolczastym drucie, zaczepnej klamce, suchej gałęzi. ziejące jamy w swetrach, w ciałach. bez nich nie pokażemy się już publicznie. będą oswojone jak groźne rasy psów, które nie każdy potrafi ułożyć. my potrafimy. szukamy odpowiednich komend by mówić językiem braku i jakoś szyć-mając do tego dwie lewe ręce.

głupi żart, śmieszny zbieg okoliczności. marsz pogrzebowy pod moją mgr, z głupia franc, z cichą dedykacją od nieznajomego po drugiej stronie kabla. jestem przerażona. nie chcę niczego sprowokować.

w nocy pogryzło mnie dzikie, niezidentyfikowane zwierzę.

szwedzkie filmy malowane są na pastelowo.



Comments

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem