Skip to main content

analitycy cieni



osa obudzona [oszukana?] piętnastoma stopniami ciepła w październiku, uderza o zamknięte drzwi tramwaju linii numer 3. osy walą głową w mur z wyczuciem i bystrością, nie to co muchy. drzwi się otwierają, serio. osa wylatuje i tyle ją widzimy. jestem spokojniejsza. przed chwilą układałam plan ucieczki, teraz oddycham swobodnie. muzyka końca lata prosto do ucha. 'za długi paznokieć, śpioch w oku'. wiem, że wybrałam dobrą ścieżkę pod tę krótką podróż. obok facet w kurtce ze sparciałymi gumkami ściągaczy. metka 'fashion'. jakieś perfumy, które poniosę kilka przecznic ze sobą. zielony, zbyt długi płaszcz układa się na schodach jak dywanik. a później ten obrazek, jakby pisał go huelle. chłopaki z trzepaka, niedziela, odrobione lekcje. tylko oni i przestrzeń podwórka. oni tu rządzą, czaisz? żeby móc podglądać tramwaje i ludzi w tramwajach, to albo zgiąć całą swoją postać i zmieścić się w szczelinie poniżej falistej blachy, albo wyciągnąć szyję aż pojawią się na niej żyły i będzie można dostrzec obłąkańczą pracę tętnic. chłopaki z trzepaka ich chłopackie sprawy. gapię się, uśmiecham się po dziewczyńsku. zastanawiam się czy w przyszłym roku przydarzy nam się wiosna i słońce rysowane pomarańczową kredką.

stado dźwigów. rozkopana łódź mieni się w słońcu. wyglądasz pięknie moja droga. na wiaduktach, w podziemiach, na przystankach. po kieszeniach chowam truchła chusteczek do nosa i myślę sobie, że mój cień powinien chodzić ulicami mniej przygarbiony. że powinien trzymać się prosto, nosić głowę przy samych krawężnikach. może. już od dłuższego czasu jestem analitykiem własnego cienia.

dziś, kiedy tak ciepło mi w ciało schowane pod trzema warstwami odzieży, z których przynajmniej jedna jest zbędna, myślę o tym wesołym miasteczku rozstawionym w dzień bliski przymrozkom. rozświetlone, gdy wracam od ciebie, wygląda jeszcze smutniej. a oprócz tego o tej dębowej gałęzi, która łaskotała dach naszego auta w S. no i jasne, że po lekturze Strachoty przyszło mi do głowy jedno jedyne neurotyczne przywidzenie:




'Nie wiem czy wiecie jak to jest, kiedy czuje się nagłą, niespodziewaną obecność śmierci. Nic wielkiego.'


żółw i zając na huśtawkach.


Comments

  1. lubię takie kadry, podglądanie życia. zawsze kiedy jadę do swojego Chłopca to mijam kamienicę, która stoi bardzo bardzo bliziutko drogi, tak blisko, że z autobusu jestem w stanie zajrzeć do pokoju innego chłopca. czasem gra na komputerze, czasem go nie ma w ogóle. na parapecie radio, na łóżku plecak. wieczorem okno ma już zasłonięte. polubiłam go.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja też podglądam. są pewne mieszkania na pewnej ulicy, w których często bywam i nikt o tym nie wie oprócz mnie. jedno z nich jest ciasne i prawie całe w książkach. ma wygodną kanapę i małą lampkę obok.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem