Skip to main content

mięta






spróbuj gumy orbit, trochę innej mięty. nieco sfabrykowanej, mniej żałosnej w smaku. E-tysiącpięćsetstodziewięćset. zęby zagryza się jednak tak samo w obu przypadkach. jesteś w semantycznym polu bólu żołądka, w zimnym, szczytowym mieszkaniu na 11 piętrze. nikt nie przychodzi nawet po klucz do suszarni. masz czas, żeby roztrząsać po raz kolejny tę natrętną myśl: że patroni ulic są tylko figurami z wosku stawianymi w twoich jałowych skojarzeniach, pustymi w środku jak bożonarodzeniowe mikołaje z czekoladopodobnego gówna. piłsudskiego. śmigłego-rydza. szpital korczaka. to tylko głos nie wiadomo skąd, tramwajowa mantra. zapewne ernest h. miał rację. wszystko smakuje jak lukrecja. a najbardziej to, na co czekało się z napięciem. z niecierpliwością, w której wyraźnie słychać jak rosną paznokcie.

polubiłam migotliwą munro, u której z kolei słychać, jak zboże rośnie nocą.

kilka dni wstecz huśtałyśmy się pod wielką białą meduzą. fajnie było. 

Comments

  1. Przeżyłam z tym dychotomizmem 18 lat, przeżyję i następne, głowa do góry! Poza tym, głęboko wierzę, że przestrzeń pomiędzy nie jest pusta i nie jest przepaścią, a jest po prostu częścią jeszcze nie odkrytą, niesprecyzowaną i wymaga nakładów czasu, zdarzeń, więzi, doświadczeń, etc, etc aby nabrać formy. A ponadto, każda gałązka dzieląca się na dwoje i kolejna dzieląca się na dwoje i jeszcze następna to jak gałęzie pokaźnego drzewa. To całkiem miła myśl, mimo początkowego przerażenia.

    A sen, nie powiem, specyficzny! Gdybyś żyła w dwuwymiarowym świecie (czyli wydawałoby się, że prostszym "w obsłudze", rozpadłabyś się na dwie części, podzielona własnym układem pokarmowym!

    Bardzo podoba mi się Twoje podejście do tej pracy. Steda można przeżywać na tak wiele sposobów, i mając na uwadze jego samego, i od niego samego właśnie się oddzielając. Szukając i tragizmu, i afirmacji życia. I masz rację, wybrałaś tą ścieżkę, która chyba większości umyka. Mało kto oddziela postać od tekstu (w której to postawie też jest chyba całkiem sporo słuszności, ale jest jednak niepełna i dużo częstsza). Jestem bardzo ciekawa jak Ci to idzie i jak to wygląda, a wiesz, jaką sympatią zawsze darzę Twoją pisaninę, moja droga! Pod kątem Ciebie jako - jak to ładnie nazwałaś - człowieka piszącego - też jestem tego ciekawa! Bądź przygotowana, że za jakiś czas licząc na przychylność Panny Eweliny zapytam z nadzieją, o uchylenie rąbka tajemnicy i odsłonięcie chociaż kilku zdań!

    PS próbuję teraz sklecić, jak byłoby "piszący" lub "piśmienny" po łacinie, ale nie obcując nigdy z nauką łaciny nie umiem z czasowników czynić imiesłowów! Wiesz może?

    ReplyDelete
  2. zachwyciłem się tym co napisałaś, oraz to co masz pomiędzy słowami. Gadające tramwaje i te figury z wosku, puste i już teraz bezimienne

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem