Skip to main content

o pościeli i przełomie



przypomniałam sobie moje śniade od słońca ramiona owijane na noc w kokon z chłodnej pościeli, która pachniała krochmalem. ramiona całe w piegach, sprężyste i przykurzone zwożonym całe dnie zbożem, z białawym, rozdrapanym placem po ugryzieniu komara rozrastającym się w stronę szyi. przypomniałam sobie strupy na kolanach, świeże, wciąż grubiejące od wewnątrz cichą pracą krwi. naruszone w kąpieli, wplątywały się cichcem w niepozorne kłaczki koca. nocą moje włosy wydzielały zapach wodorostów i nieprzejrzystych wód jeziora. mrówki, orientując się w sytuacji, zaczynały wynosić z mojej głowy po jednym ziarenku. każde z ziarenek było umieszczane w szczególnym miejscu. chodziło o to, by błyszczało w słońcu i ciążyło pod sercem tym duszącym pragnieniem nieznanego. 

dzieją się historie, snują się słowa, mówimy do siebie.
zwielokrotniło się we mnie wszystko co dobre.
top fajf [musiałam, żeby nie zapomnieć!]
kolejna odsłona kury.
51,30.
to jest sierpień w grudniu po niewielkim tuningu.




Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem