Skip to main content

nereida




pojechać, wyjechać. na hel. właśnie tam, bo dalej już nie można. pociągiem. zakotwiczyć jak obdrapany kuter na cienkiej jak meduza łasze piachu. obserwować z dziecinnym zezem czerwieniejący od mrozu nos. spójrz, wygląda jakby siedział na nim landrynkowy motyl pokryty niewidzialnym puchem. 

można nie słuchać i być rozmówcą. katarynkowy trajkot manekinów.


Fala na Zdrowiu gotowa do rozbiórki.
Będą siać trawę. Od końca do końca
trawa. Jest na to inne słowo? Bo
chciałbym być dobrze zrozumiany.
Na betonie trawa nie rośnie,
mógłbym powiedzieć od siebie
i rozwiać, pewne przynajmniej, wątpliwości.
Sam jednak dokonaj rozbioru
słów, w których nas zamknięto. I słuchaj dalej
do skutku. Jaki czas, taki język.
Nie przeocz: na dnie oka zmiany. Kończy się
oranżada. Ci, którzy po nas tu siądą, 
będą pili mirindę
Pust wsiegda. Let it be. Amen.

Sztafeta pokoleń
Jerzy Jarniewicz

Comments

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem