Skip to main content

poza bańką



zet dwa przecinający skrzyżowanie marszałków wyglądał osobliwie. miał szyby pokreślone hieroglifami niejednoznacznych wzorów, które można dostrzec tylko pod światło i przemykał, pusty od środka, niczym tramwaj widmo. świat poza bańką się wyjaskrawił. odczuwam jaskrawość i otępienie w tej samej sekundzie. są pełnią. jest niebo jak miąższ zużytej gąbki i jest ziemia jak suche kartoflisko. zimny piach wsypuje się do tenisówek i oblepia mokrą skórę stóp. ja, to przepołowiona nierówno czereśnia, skrzecząca pod nożem chropowatą pestką. ja, to wypatroszone ciałko chudej, błyszczącej ryby, wciąż jeszcze przepełnione drgawkami ogona, który pamięta nurt. ja, to zgarbiony ptak-nielot o długiej szyi, wpatrzony w przesuwającą się po niebie, nieosiągalną zdobycz.

ty, to mój plan na tysiąc najbliższych lat.

a 100 wpisów na 2013 to nie był jakiś tam plan. się złożyło.

Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem