Skip to main content

włosy



pewnie zauważyłaś, że nie lubi się kąpać. to nie dlatego, że jest brudasem, czy coś. nie ma nic przeciwko dziwaczejącym w gorącej wodzie opuszkom palców. w ogóle jej to nie rusza, a zdarza się, że innych tak. umiałaby wskazać sporo takich osób. no więc to nie ona, jej opuszki mogą marszczyć się godzinami. bywa nawet, że przykłada wówczas jeden palec do drugiego sprawdzając, czy da się wyznaczyć między nimi jakieś analogie. czy są symetryczne jak te wszystkie trójkąty kreślone po dwóch stronach prostej, w gładkich zeszytach do geometrii, z których wystawały rygi o pogniecionych brzegach. na palcu lewej dłoni już wykwitły kręte pagórki skóry z drogami linii papilarnych. palec prawej dłoni wytworzył lekko zacienione doliny. wszystko zdaje się do siebie pasować. tylko co z tego [pyta dziś].
kiedy była mała i brała kąpiel w dużej wannie, nigdy nie prosiła mamy, by ta stała nad nią z ręcznikiem mającym służyć do histerycznego wycierania oczu. woda z mydłem robiła swoje, a ona nic. zginała serdelkowate nogi by zanurzyć się po brodę. krótkie włosy nie odpływały daleko. słyszała szum w uszach i nie wiedziała skąd on pochodzi. tak samo nie wiedziała czyje kroki dudnią jej w głowie gdy szczelnie przyłoży ucho do poduszki, zanim wytłumaczono jej, że tak bije serce. 
ale znów "co z tego", co było a nie jest, i tak dalej. dzisiaj z wody z mydłem wystają jej piersi i koślawe kolana. na kolanach rzadki jeżyk nieogolonych włosów staje dęba od przeciągu. bała się zanim tu wlazła i nadal się boi. boi się powędrować palcami tam, gdzie leży smutnym placem brzydka skóra głowy. nie jest brudasem, czy coś. kiedyś kąpała się z pluszakami. musiały później długo schnąć przyczepione za ogony i uszy do łazienkowej suszarki, szczególnie wydra z różowym nosem i pręgą na ogonie. ale teraz, zrozum, nie tak łatwo odwrócić uwagę. nie pomagają jej poręczne eufemizmy. jak ten, że nie wypadną przecież wszystkie na raz. 




Comments

  1. O boże, powiedziało mi się. O matko, pomyślało się.
    Smutno mi

    ReplyDelete
    Replies
    1. myśli mi się, że to może nie tak znowu źle? smutek jest w porządku. ja z moim się lubimy.

      Delete
  2. Najtrudniejszy czas to ten, w którym dowiadujemy się, że coś jest nieuniknione. Zazwyczaj jest to nieprzyjemne coś, smutne, tragiczne. Trwa tak długo, aż pogodzimy się z tym. Czasami się nie godzimy i staje się trudniejszy. Niełatwo o tym napisać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. chyba jednak łatwiej napisać, niż realnie przepracować

      Delete
    2. No, mnie jest trudniej napisać. Próbowałam wiele razy i jeszcze będę.

      Delete
  3. Dobrze, że nie ma dziś we mnie kolorów, byłoby mi smutniej niż zawsze...

    ReplyDelete
    Replies
    1. zupełnie żadnych? może chociaż szarość? szaranagajama.

      Delete
  4. Jestem u Ciebie pierwszy raz. Trafiłam - bo ty przyszłaś do mnie.
    Witam więc. Będę czytać.

    ReplyDelete
  5. Myślę sobie, że ta obecność jest nieunikniona, chociaż bardzo trudno, docenia się ją później, czasami jednak za późno. Ze wszystkich stron :(

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem