rybi pęcherz



chyba jednak jestem zmęczona. gdzieś, w jakimś zakamarku, za rogiem, za węgłem serca. jestem zmęczona w miejscu, do którego tylko ty umiesz dotrzeć. ono będzie zmęczone, wyczerpane, zdyszane, dopóki mnie tam nie dotkniesz, nie wsuniesz palców w ciało, dopóki mnie nie ugłaskasz. mam w piersiach pęcherz bez powietrza, jakbym była smutną rybą. rybą pakowaną próżniowo od środka. 
moje 37 stopni zaprogramowano jako funkcję wyjściową, ale nie pobawisz się pokrętłem. nigdy nie wiesz, czy właśnie piętrzę w sobie gorączkę, czy wyziębiam zmęczone ciało. i nie jest tak, że tylko jedno z dwóch. bo mogę równie dobrze tkwić sobie pomiędzy. podgorączkowa, przejściowa, nijaka. czasem serce przestaje bić neutralnie i obok. słyszę je wtedy w uszach i w pionie kuchennym — jak dudni po rurach. nie łyknę na to gripexu, nie popiję mineralną, miętą, melisą, rumiankiem ani gorzką herbatą. nie znajdziesz na to tajemniczej mieszanki ziół, którą podpowiadają leśne ścieżki, nie będę blednącą na katafalku królewną. po prostu zasnę w pomiętych kocach a rano przywoła mnie budzik i jego siedem drzemek. to wszystko.
98 było słoneczne w dziwny sposób. porysowane szyby wpuszczały do środka pocięte na paski światło. ten chłopak, którego powinnam była pogłaskać po głowie najeżonej króciutkimi włosami, miał bardzo suche usta, a na ustach idealnie pionowe pęknięcie, wypełnione zaschniętą krwią. wsiadł i resztką sił, resztką mentalnych a nie fizycznych sił, zajął miejsce po przekątnej na tych niewygodnych czwórkach. i dyszał. wiedziałam, że nie dyszy dlatego, że biegł, że się zmęczył, że dokądś mu było śpieszno, że ten autobus mógł mu uciec sprzed nosa. dyszał jak zwierzę, jakby go ktoś ścigał po jego ciele, ścigał wewnątrz. ja wiem, rozumiem, nie tłumacz już sobie tego na migi zabiegany chłopcze. ja rozumiem, tylko jeszcze nie dyszę, na razie mrużę oczy od słońca, wysuwam w szalik dolną szczękę. mam już suche usta. czekam aż pękną pionowo, jak twoje. dokąd wtedy pobiegnę? jakim powietrzem się zakrztuszę? 


Comments

  1. Dyszę, jak czuję się osaczona od wewnątrz. Uciec się nie da, można dyszeć.
    Czasami można się teleportować za siedem jezior, za siedem lasów.
    Zdjęcie będę mogla zobaczyć dopiero 10-ego, niestety.

    ReplyDelete
    Replies
    1. dobrze, że tu zaglądasz. cieszę się.

      Delete
  2. Niekoniecznie Ciebie czeka to samo. Wszystko się zmienia z chwili na chwilę i zakończenie może się zdarzyć zupełnie nieprzewidywalne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. trochę prowokuję, ale ze świadomością nieprzewidywalnego

      Delete
  3. zakończenie może być słońcem, szumem wiatru, magią. morską latarnią (znów te moje latarnie). może być chwilą zaprogramowaną przez rybią łuskę. może być krystaliczne jak powietrze.
    po szybach spływa srebrny wieczór. spójrz. z tego miejsca już tylko dobrze się oddycha.

    ReplyDelete
    Replies
    1. srebrny, zawsze bałam się srebrnego. ale wzięłam głęboki oddech. wzięłam i oddałam.

      Delete
  4. Replies
    1. bo szara naga jama jest pod hipotetyczną wodą :) ale oddychaj!

      Delete

Post a Comment