Skip to main content

czy to już?





[podejrzanie optymistyczne fotografie dodane pod wpływem impulsu a tak naprawdę to julia i łódzkie trawsko z parku nad jasieniem]


Comments

  1. Replies
    1. nie pamiętam kiedy przestałam rozkładać zdjęcia na czynniki pierwsze. kiedyś to się musiało zadziać a ja nie zarejestrowałam momentu. i zdziwiło mnie to słowo z przeszłości, na którym kiedyś skupiałam zbyt wiele uwagi. niemniej dziękuję. w sumie też go lubię :)

      Delete
  2. u nas jest tak, że od jakichś trzech miesięcy panuje coś na kształt przedwiośnia. pasuje mi to, bo to moja ulubiona pora roku. teraz trwa rozkwit tulipanów, żonkili i inych takich - szał pał, panie.

    ps. nie rozumiem, dlaczego na liczniku wyświetlam się, żem niby z Ealing. bo to zupełnie po drugiej stronie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. byłam na chwilę w tym przedwiośniu, ale ono akurat wtedy postanowiło być jesienią. może po prostu przywiozłam od UK siebie i to był powód pogodowych zmian i zachwiań. no ale żonkile już się wychylały. i pąki na drzewach. i sedesy w obejściach. miód malina.

      nie rozumiem i ja. ale chyba można w tym zamieszać i ustawić sobie siebie tam, gdzie się materialnie przebywa.

      Delete
  3. Replies
    1. dziś nie. dzisiaj był dzień biały od mgły i rozproszonego światła.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem