Skip to main content

niezadługo i wcale bez sensu
























w mieszkaniu jeszcze chłodno, nienagrzane mury. 
całe słońce przelano w białą zieleń liści.
za długo wietrzyłam. pustka na dwa lufty 
i jedną koszulę. trochę zimne stopy.
wstawiam okna w ziemię, widok jest na trawę 
bez kawałka nieba, dachu, dzikiej gęsi. 
zimna biel foliówek, krzywe trasy żuków
o trójkątnych grzbietach (udają nieszczęścia).
psy sąsiadów chyba zwęszyły, że byłaś:
obszczekują chmury, naprężają gardła.
idę w pełnym słońcu męcząc oczy bielą,
ponoć ciągle w pionie i ponoć przed siebie.

Comments

  1. "wstawiam okna w ziemię"
    Kiedy byłam "skądś", jeszcze dzieckiem, bawiliśmy się w "niebko". Polegało to na zrobieniu dołka w ziemi, wyłożeniu mozaiką z kwiatów, liści, gałązek, przykryciu kawałkiem szkła (Twoje "okno w ziemię") i zasypaniu. Nie wolno było oznaczać miejsca, trzeba było zapamiętać. A potem pokazywało się koleżankom i podziwiało, swoje i cudze :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. rozłożyłaś mnie na łopatki zabawą w niebko. piękne to. prosi się, by o tym napisać. nigdy się tak nie bawiłam (może to nadrobię!), ale za tym obrazem z wiersza stoją bardzo podobne (choć mniej intencjonalne) treści.

      Delete
  2. jeden wiersz. jeden postrzał.
    lirycznie rozłożyłaś.
    mnie dziś
    na łopatki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. sama siebie jakoś nie. przeglądam się w swoich słowach i widzę bladość.

      Delete
  3. Replies
    1. jeśli na oskalpowaną wierzbę do kompletu, to masz krajobraz mityczno-patriotyczny :)

      Delete
  4. Nie wiem czy "efekt kolorystyczny" z boku przypomina mi bardziej nadchodzące ocieplenie czy nadchodzącą pożogę wiosennego wypalania traw. Tak czy inaczej nadchodzącą, oślepiającą zmianę,

    ReplyDelete
    Replies
    1. jeszcze człowiek nie zapomniał prac o wypalaniu traw pisanych na biologię, a już zdążył bezrefleksyjnie polubić ten czas-za zapach, symbol i aurę. chyba nie mogę się doczekać. budzisz cenne skojarzenia.

      Delete
  5. Z sensem ale za rzadko (znikasz w wiosnę).

    ReplyDelete
    Replies
    1. gromadzę zmiany, by się pojawić :)

      Delete
  6. psy sąsiadów chyba zwęszyły, że byłaś


    oj ciarki wszędzie jak czytałam :)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem