Skip to main content

harbourside




















































czy istnieje wilgotne światło?
czy moje włosy lubią deszcz?
czy umiem pamiętać bez zdjęć?
dla kogo śpiewał ten czarny ptak na szczycie chudego drzewa?

Comments

  1. Ile magii, ile ciężkiej wilgoci, która wyzwala!

    ReplyDelete
    Replies
    1. wszystko się zgadza, i wilgoć i to, że wcale nie przytłacza. tego dnia odetchnęłam wszystkimi powietrzami świata.

      Delete
  2. Nie mam słów jak piękne są te zdjęcia.
    Nasz leśniczy mówi - nie robię zdjęć, żeby całe przeżycie i pamięć o nim pozostawić w głowie.
    Wilgotne światło, kobiecość.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja nie ufam swojej głowie. Ona zapomina, modyfikuje, moderuje, edytuje, supereguje i uje muje.
      Dlatego bardzo chcę pisać i fotografować. (oczywiście niestety muszę używać głowy, ale już nie jest jedyną widzącą)
      I zdumiewać się, że wyszło co innego.

      Delete
    2. i dzikie węże! ja też się buntuję. i ktoś mógłby powiedzieć: skoro głowa coś wyrzuca, może rzeczywiście jest to nieistotne? wtedy ja, ze swoim upodobaniem do (pozornej) nieistotności rzeczy/spraw/wydarzeń/obrazów, łapię się za tę redukującą głowę z przerażenia nad utratą skarbów. i jeśli nie zdążę zapisać/zarejestrować jest tak, jakby ktoś wywalił mi pudełko z biletami, pocztówkami i kapslami od piwa ozdobionymi niebieską gwiazdką. gromadzone szpargały to też "co innego" niż momenty, z których pochodzą, ale z tym można się chyba pogodzić. godzę się. z dwojga złego, i tak dalej.

      tych zdjęć prawie nie zrobiłam. prawie nie wyszłam w deszcz. cieszę się, że są. zawdzięczam je cudzej decyzyjności :)

      Delete
  3. Najpiękniejsze zdjęcia zostają w głowie. Zerkam na kawałki papieru, bądź obrazu zapisane na dysku i czuję niedosyt, to nie tak wyglądało, nie tak to odbierałam. I wielki, wielki ból, że nie można wyrazić tego, co zostaje w głowie, nie można się tym podzielić, zostaje to tylko dla nas...

    ReplyDelete
    Replies
    1. mam zupełnie odwrotnie. czuję syt. ale na krótko :)

      Delete
  4. mnie się często nie chce robić zdjęcia - bo tak jak mówi leśniczy Magdy...
    a Twoje zdjęcia niesamowicie wypełnione wilgocią.

    ReplyDelete
    Replies
    1. tropię tę granicę między "chce mi się jeszcze" a "nie umiem już inaczej". widzę, że czasem brakuje mi tego radosnego chcenia. uciekam wtedy w słowa, pozwalając oczom odpocząć.

      Delete
  5. Na twoich zdjęciach nie tylko istnieje wilgotne światło, ale i światło wilgotne, pachnące glonami. Kurzem w końcu przylepiony do chodnika a nie unoszący się w powietrzu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ależ się wwąchałaś w mój spacer! dokładam zapach mokrej kurtki i odżywki do włosów, która zawsze przypomina o sobie na deszczu :)

      Delete
  6. umiem pamiętać bez zdjęć przeżycia, zapachy, dotyk... obrazy, twarze modyfikuję, zapominam, sama nie wiem dlaczego tak jest...
    ps moje włosy lubią deszcz

    ReplyDelete
    Replies
    1. dowiedziałam się, że moje też lubią. dzisiaj deszcz mnie omijał i na głowie mam smutek. a z obrazami mam tak samo-zamieniają się z czasem w kolorowy pył, migają pojedynczym błyskiem w oko, są jak bardzo zmęczony patchwork.

      Delete
  7. Podzielam z Tobą te pytania... :*

    ReplyDelete
  8. istnieje wilgotne światło.
    dziś już to wiem

    serdeczności Peri. powróć - czasem

    ReplyDelete
  9. atak deszczu, chwila, w której nie widać zarysu pleców

    ReplyDelete
    Replies
    1. zapamiętam to zdanie. nie powtarza niczego. brzmi jak pierwsze zdanie o deszczu i wszystko wyjaśnia, choć nie wiem jak to możliwe.

      Delete
    2. no i powstała cała fraza, dziękuję za inspirację

      Modlisz się, żebym zgrzeszyła albo odeszła
      z pękiem chusteczek, gałęzi, folią transferową do czekolady. Porzuciła cierpkie uwagi,
      wstęgi wieńców, atak deszczu, chwila i nie będzie widać zarysu pleców
      wspominanych zmarłych. Kwiaty.
      Odgłos spadających ziaren.

      Delete
  10. Zakalce lubię i ja, ale tylko te, które można spokojnie schrupać :). A żwawiej, żwawiej :)

    Zdjęcie z kamieniem upiększonym czerwienią zostanie w mojej pamięci - jest symbolem mojego wszystkiego i niczego!

    ReplyDelete
    Replies
    1. czerwień mnie trochę ukradła fotograficznie ostatnio, chociaż wcześniej nie bardzo się lubiłyśmy :)

      Delete
  11. Replies
    1. niemagiczny widelec i powszedni wąż cieszą się z takiej nobilitacji :)

      Delete
  12. Ten czarny ptak śpiewał dla tego, kto będzie chciał go słuchać. Nie każdy zauważy, nie każdy się zatrzyma :)

    ReplyDelete
  13. Ten czarny ptak to był kos. <3 Kocham Twoje focie. W jakiś podskórny sposób się ze sobą wiążą. A ta pierwsza jest bardzo. Najbardziej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. tak sobie właśnie pomyślałam, kosie <3 kocham, że kochasz! :<

      Delete
  14. samotny widelec bardzo mnie ujął. myślę, że mu niedobrze bez noża. widelec ma to do siebie, że musi nakłuwać, ale bez noża to licho będzie, bo podpory brak. do dupy z takim widelcem bez noża.

    ReplyDelete
    Replies
    1. cholera, znów te dychotomie! nie ma przed nimi ucieczki i masz rację-do dupy z takim widelcem. tak jak do dupy z brakiem innych podpór.

      [urzekający komentarz. rozbawił mnie najpierw, potem rozczulił a na końcu wytworzył jakieś takie dziwne połączenie oparte na przekonaniu, że podobnie patrzę/myślę]

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem