Skip to main content

Posts

Showing posts from May, 2014

narwali bzu

Ej! Wpadnijcie do teatru Pinokio!

Teatralna Karuzela program

nasz mały zielnik

mamo usiądźmy i wklejmy do zielnika
prysznicową rurę, kawałek kota
rozkładającego się od brzucha. to nie takie trudne
wstrzymać na chwilę oddech i podnieść go za ogon.
powiedziałaś, że coś brzęczy, bzyczy,
że pewnie to jakiś ciężki od upalnej wiosny
trzmiel krąży mi nad głową, bym ćwiczyła uciekanie 
i donośne krzyki. 
okazało się jednak, że spacerujemy 
pod drutami najwyższego na świecie napięcia.
„gdyby się urwały, nie zdążyłabyś uciec” — powiedziałaś patrząc w białe niebo dziwnie nierozwarte mimo nacięć.


mnóstwo wulgarnych wyrazów

Mówię coś.
Mówię coś.
Mówię coś, wolałbym
żeby samo się mówiło,
żeby samo się grało,
żeby samo się zaczęło,
żeby samo się skończyło.

Mówię coś, a w głowie
mam stare numery
telefonów,
nieaktualne adresy,
mnóstwo
bardzo
wulgarnych
wyrazów.

W porządku,
idź bez parasolki,
zmoknij.

A wszystko to jest
identycznie trwałe
jak numer telefonu
na pudełku zapałek...

[Parasolki] Marcin Świetlicki



wyjątkowo zimny maj

przecież już ich nie spotkamy

tata jeździł do stolicy żeby dopasować protezę
kiedyś mnie ze sobą zabrał
chciał się szybko uwinąć
więc wepchnął się do pokoju technika bez kolejki
zostawiając mnie przed gabinetem
wtedy zrozumiałem do czego byłem mu potrzebny
powiedział że jest z chorym dzieckiem

miałem łzy w oczach
gdy kulawi pytali na co jestem chory

głównie byli to kombatanci wojenni
którzy nogi zostawili na polu bitwy
normalnie tata musiałby ich przepuścić
bo swoją stracił przez głupotę

obiecałem sobie, że jeśli kiedyś obetną mi nogę
to nie będę przeskakiwał kombatantów w kolejce

gdy tata wyszedł
musiał przebijać się przez złorzeczący tłum inwalidów
wszyscy oprócz mnie kuśtykali

później pokazywał mi jakieś zabytki 
ale Warszawa to było dla mnie miasto ludzi bez kończyn

w tramwaju się rozpłakałem
wtedy powiedział mi żebym był mężczyzną
przecież i tak nigdy ich już nie spotkamy
a zaoszczędziliśmy dwie godziny



Warszawa Piotr Macierzyński

roślina

„Spędzaliśmy dni nad Wawanash, pomagając wujkowi Benny'emu w łowieniu ryb. Łapaliśmy dla niego żaby. Goniliśmy je, tropiliśmy, niepostrzeżenie podkradaliśmy się do nich błotnistym brzegiem pod wierzbami i w bagnistych zagłębieniach pełnych ostrej trawy, która zostawiała na naszych bosych stopach drobne, niewidoczne na pierwszy rzut oka ranki. Stare żaby dobrze wiedziały, że nie powinny wchodzić nam w drogę, nam jednak wcale nie zależało na nich, Szukaliśmy smukłych zielonych młodych — soczystych niedorostków, chłodnych i oślizłych. Ściskaliśmy je delikatnie w dłoniach, a potem wrzucaliśmy do wiaderka po miodzie, przykrywając wiekiem. Czekały tam, aż wujek Benny założy je na haczyk.ˮ

„Dziewczęta i kobietyˮ Alice Munro 
księgarniane dylematy. dojrzała, wrześniowa wiosna. 

allie mae

Allie Mae Burroughs nie nosiła we włosach barwnych spinek. od święta drzazgi, ciemne i poziome brwi jak cień pod najgrubszym sękiem. żadnych plam różu rozlanych na wapiennych kościach policzkowych.
podana wprost i jasna, jałowa jak ziemia, w której nie zaplanowano ani jednej rachitycznej gałązki bawełny, żadnego kudłatego kwiatu na białe majtki białe skarpetki białe koszule w śmieszny, hipnotyczny wzór.
wieczorem dłonie Allie, które nie istnieją zwykle pulsują na stole wytartym od suchych łokci i gorących szklanek bez koszyczków. wieczorem siedzi wygięta jak drucik, kozik, pisklę sępa, odsączona z wody, krwi i tłuszczu, przedwczesna i pachnąca mydłem biała blada jak kwietniowa czereśnia.


inspiracja