Skip to main content

allie mae




























Allie Mae Burroughs nie nosiła we włosach
barwnych spinek. od święta drzazgi,
ciemne i poziome brwi
jak cień pod najgrubszym sękiem.
żadnych plam różu rozlanych
na wapiennych kościach
policzkowych.

podana wprost i jasna,
jałowa jak ziemia,
w której nie zaplanowano ani jednej
rachitycznej gałązki bawełny, żadnego kudłatego kwiatu
na białe majtki
białe skarpetki
białe koszule w śmieszny,
hipnotyczny wzór.

wieczorem dłonie Allie, które nie istnieją
zwykle pulsują na stole
wytartym od suchych łokci i gorących
szklanek bez koszyczków. wieczorem siedzi
wygięta jak drucik, kozik, pisklę sępa,
odsączona z wody, krwi i tłuszczu,
przedwczesna i pachnąca mydłem
biała
blada
jak kwietniowa czereśnia.





Comments

  1. Niesamowite jest Twoje pisanie.
    Pamiętam Twoje zdjęcia z ulicy i tych ludzi, którym chciałoby się stworzyć historię życia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. do znalezienia tej historii trochę mnie zmuszono, ale jestem zadowolona :)

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem