Skip to main content

nasz mały zielnik






























mamo usiądźmy i wklejmy do zielnika
prysznicową rurę, kawałek kota
rozkładającego się od brzucha. to nie takie trudne
wstrzymać na chwilę oddech i podnieść go za ogon.
powiedziałaś, że coś brzęczy, bzyczy,
że pewnie to jakiś ciężki od upalnej wiosny
trzmiel krąży mi nad głową, bym ćwiczyła uciekanie 
i donośne krzyki. 
okazało się jednak, że spacerujemy 
pod drutami najwyższego na świecie napięcia.
„gdyby się urwały, nie zdążyłabyś uciec”
— powiedziałaś patrząc w białe niebo
dziwnie nierozwarte mimo nacięć.



Comments

  1. Genialne!
    I te słowa matki, niby nic, prawda, nie zdążyłaby. Dla mnie brzmią jak rana postrzałowa, nagłe otwarcie lub zatrzaśnięcie czegoś w środku. Tak jakby od tych słów już wszystko miało być inaczej ...

    ReplyDelete
    Replies
    1. wiem, że zawsze odczytasz wszystko tak, jak zostało zaplanowane u mnie w głowie :) piękna sprawa. i dziękuję :)

      Delete
  2. Piękne obrazy z zielnika. Popiół, ziemia, śmiertelność.

    ReplyDelete
  3. O mama.
    (tutaj mnóstwo słodkich słów lukier, cukier i marcepan)
    Uwielbiam.

    ReplyDelete
  4. "pod drutami najwyższego na świecie napięcia"...

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem