Skip to main content

wyjątkowo zimny maj






























Comments

  1. piękne zdjęcia


    a wiosna ślimaczy się i stąd ten deszcz

    ReplyDelete
    Replies
    1. okazuje się, że trzeba było nieco cierpliwości. teraz już można narzekać na to, że jest za ciepło :) [ufff!]

      Delete
  2. zimny. to prawda
    ile razy słońce jeszcze nas oszuka?

    ReplyDelete
    Replies
    1. myślę, że słońce jednak jest szczere

      Delete
  3. O, a dla mnie dobry, w sam raz. No, mogłoby się jeszcze rozhulać do +25 w środku lata i już.
    Chyba się powinnam przeprowadzić na Maderę :):)
    Cudne zdjęcie ze ślimakiem! A naga skóra bez gęsiej skórki, to może nie tak bardzo zimno?:)
    Przypomniała mi się moja pierwsza ślimaczyca. Miała na imię Lilianka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. a ślimakowaty wrócił na liść bez imienia. jak Janina Duszejko, podarowana mi przez Olgę Tokarczuk, mam problem z nazywaniem. ślimaków, stanów i... siebie. jeszcze nie wiem z jakim imieniem byłoby mi najlepiej. póki co nieustannie odczuwam zażenowanie prezentując się światu od tej (okropnie) formalnej strony.

      Delete
  4. uwielbiam ślimaki. te są moje ulubione - winniczki trochę za duże i za bardzo się ślinią ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. kiedyś widziałam winniczka wiszącego głową w dół przez cały wieczór. może utknął w sytuacji bez wyjścia (choć te ponoć "najłatwiej sobie wyobrazić") albo imponowały mu nietoperze.
      tak czy inaczej-ślimaki są w dechę, i tyle.

      Delete
  5. Maj się bardzo rozkręcił w ostatnich dniach:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. a tu już po maju, gdy wracam. i nikt nie pamięta jaki był.

      Delete
  6. Aj, ciarki mam przez tego ślimaczka!

    ReplyDelete
  7. Nigdy nie udało mi się tak pięknie uchwycić tych małych strumyków. A próbowałam. Ślimak ponad szarą nagą jamą. <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. to wcale nie jest pięknie i wciąż będę próbować :< pamiętam, że gdzieś widziałam idealne zdjęcie takiego strumyka. mam je z tyłu głowy, noszę jak szablon, czekam na deszcze.

      Delete
  8. Nic nie napisałam w komentarzach. Po prostu nie ma nic do powiedzenia. Często myślę o nich. Zwłaszcza o tych falujących podwodnych włosach.

    ReplyDelete
    Replies
    1. znam ten stan-braku słów w ciele. nie jestem nawet w stanie powiedzieć, czy go lubię czy nie. jest neutralny, ma zasadowy odczyn, nie wychyla się w żadną stronę na skali. niezbędny, nawrotowy i mijający równie szybko jak wiosenny katar.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem