Skip to main content

kran



nie wiem, po prostu ostatnio 
coś trzeszczało w kranie. tak, mówię poważnie. 
akurat siedziałam w wannie. z uchem przy emalii, 
zgięta i mokra jak młody gołąb od pierwszego w życiu 
kwaśnego deszczu. to było, wiesz, 
takie klikanie, 
coś jak dźwięk z przegiętego w tył, lekko zaciśniętego gardła. 
albo jak szklane kulki na chodnik, tylko kilka razy. 
sekwencje szklanych kulek na chodnik. 
rozmawialiśmy, ja i kran. 
moje narzecze brzmiało jasno i nago, pełne było jednak 
fonetycznych pułapek w postaci zrogowaciałego naskórka. 
kran mówił ciemnym językiem a w przełyku 
plątały mu się włosy, 
których nigdy nie będzie w stanie połknąć.

Comments

  1. ojej, biedny kran. taki zatkany. na dobre.

    ReplyDelete
  2. Ciekawa ta rozmowa, szczególnie w Twoich słowach :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. prowadzimy takie codziennie, ja i kran. dzisiaj miał trochę lepszy humor, lubi ciężkie od deszczu dni i bankowo ma to po mnie.

      Delete
  3. ciemno
    swojsko
    nieruchomo
    coś tyka
    blednie
    w pierwszym zarysie
    jak sam czas
    bez wyjścia

    miron b.

    ReplyDelete
    Replies
    1. jeśli to czas ukrył się w kranie, sprytnie pomyślał, bo tam bym go nie szukała...

      Delete
  4. Ja sobie pozwolę dodać Ciebie, pozwolę sobie, żeby kiedyś prześledzić wszystko.

    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo uśmiechu.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem