Skip to main content

mówią liście











Comments

  1. A jak mówią, to tak, że natura nie oszuka

    ReplyDelete
    Replies
    1. w bardzo tajemniczym narzeczu. nie wszyscy je słyszą a jeśli już komuś się uda, nie zawsze rozumie.

      Delete
  2. Pełne tajemnicy, otwierające wiele historii.

    ReplyDelete
  3. gdy mówią liście, ona milknie.
    później nam o tym opowie?

    ReplyDelete
  4. niesamowite. ogromny ładunek emocjonalny mają te fotografie.

    ReplyDelete
  5. Liście opowiadają baśnie i szepczą o czasach, w których nas nie było...

    ReplyDelete
    Replies
    1. między innymi dlatego mam w sobie ogrom szacunku do drzew-zawsze zastanawiam się ile już widziały z tego, nad czym ja mogę tylko gdybać

      Delete
  6. czasem wydaje mi się że słyszę. zamknięte klatki schodowe. chodniki. liście.

    ReplyDelete
    Replies
    1. i krawężniki. klatki mają niegroźnie tubalne głosy, dudniące i podwójne, ale nietrwałe w czasie. powłóczyłabym się z tobą po klatkach!

      Delete
    2. więc musimy w końcu tego dokonać! jak tylko ogarnę swoje "rozpalone zatoki".
      ps lubię też siedzieć na krawężnikach.

      Delete
  7. Chciałam powiedzieć to samo - zostaję bo pięknie. :)
    A poza tym chciałam dodać, że magicznie pada światło na tych portretach, oderwać wzroku nie mogę od jasnej twarzy i mrocznego tła.

    ReplyDelete
    Replies
    1. wyczekane. chociaż słońce się psociło!

      Delete
  8. Twój blog został dodany do Agregatora Blogów Fotograficznych http://blogi-fotograficzne.blogspot.com/ . Miło mi będzie jeśli umieścisz na swoim blogu, na zasadzie wzajemnej współpracy link lub baner Agregatora Blogów Fotograficznych. Będzie o wiele łatwiej nas znaleźć :-) Obowiązku oczywiście nie ma :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. właśnie próbuję umieć :) jak tylko sfinalizuję próby, link się pojawi

      Delete
  9. aaaa genialne! drugie miażdży, trzecie powala.

    ReplyDelete
  10. Piękne do kwadratu! Szczególnie przedostatnie.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem