Skip to main content

trybuna od tyłu










„Widzieliście państwo już kiedyś trybunę z tyłu? Moim zdaniem, wszystkich ludzi, zanim zgromadzi się ich przed trybuną, należałoby zaznajomić z widokiem trybuny od tyłu. Kto raz przyjrzy się trybunie od tyłu, dobrze się przyjrzy, ten będzie od tej chwili naznaczony, a tym samym uodporniony na wszelkiego rodzaju czary, jakie w tej czy innej formie odprawia się na trybunach. Podobną rzecz można powiedzieć o widzianych od tyłu kościelnych ołtarzach; ale to już całkiem inna sprawa.

Günter Grass, Blaszany bębenek






obawy o życie i 18 reportaży na wakacje




Comments

  1. Wspaniały zbiór zdjęć. Ostatnie trzy naprawdę zapadają w pamięć.
    18 reportaży!!! Brzmi jak mnóstwo pracy i wiele okazji do tworzenia piękna.

    ReplyDelete
  2. Po Twoich obrazach widzę jak mi się zmienia czucie. Jeszcze niedawno ukochałabym bez wahania ten przedostatni, teraz ten rozbełtany w bieli.
    Piękne są.
    Obawy o życie noszę ze sobą codziennie, taki czas.
    !8 reportaży brzmi jak cudna przygoda.
    Teddyego nie dam rady teraz posłuchać niestety.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trybuna od tyłu? Ciężko później bardzo.
      Mogą być jeszcze takie - anubyrt :)

      Delete
  3. kiedyś próbowałam uodpornić się na czary. samo przyszło ale nigdy nie przeszło. nadal zalewa mnie alchemia tuwimowskich bram - to tak ze skojarzeń. w moim lirycznym laboratorium.
    ps ściskam

    ReplyDelete
  4. Przypomniał mi się występ kabaretu sprzed lat...nieważne ilu ale wielu. Ustawiona była rama symbolizująca ekran telewizyjny a za nią siedzieli pięknie ubrani (do pasa) spikerzy. Nie pamiętam co mówili ale kiedy kamera odjechała okazało się, że w miejscu, którego kamera na ogół nie obejmowała czyli "pod ekranem" mieli stare dresy i podarte kapcie. Oczywiście był to tylko kabaret ale tak mi się skojarzyło.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem