Skip to main content

Posts

Showing posts from September, 2014

mleko z miodem i z czosnkiem

nie wiedziałam, że jeż
ma od spodu tak wypukły brzuch.
może to kwestia pęcznienia w nim
śmierci i asfaltu, który paruje od popołudniowego deszczu.
a jeśli nie?
może to jesień mości się w brzuchach, w gardłach,
pociąga za migdałki.
śpię przez to z ustami otwartymi na pająki,
rano mam mokrą poduszkę, wieczorem ciepłe mleko,
które raz po raz ujawnia żółtą warstwę masła
(nie udaje nam się wmieszać tego w biel.
ktoś wyłącza prąd, by oślepić nas światłem o trzeciej nad ranem)




zdjęcia są z ostatniego dnia Dworca Fabrycznego. mniej więcej ten sam jesienny czas kilka lat temu.

czasami wyję

A jednak żyję: oddycham i dostaję paczki, cudownie przemieniam węglowodany w energię i sypię dowcipami, pozwalam wyprowadzać się z równowagi i karmię zwierzęta. Jeśli chcesz znaleźć moje nazwisko w porannej gazecie, musisz uczynić nią szybę zaropiałą wilgocią i jeden z dziesięciu swoich wytrwale serdecznych palców; albo zadowolić się wzmianką w kolumnie sportowej: jest pewien hokeista o tym samym nazwisku, może też desperat? A jednak żyję, wtulam twarz w różne ciepłe rzeczy, ukazuję się też paru skapcaniałym redaktorkom, w księgarskim antykwariacie, przy półce z napisem POEZJA. Żyję tak bardzo, że czasem wymieniamy nawet kilka ostrożnych uwag i wtedy oni wiedzą, że znowu przyjdę nocą z miotełką w usłużnej dłoni, by spędzić im sen z powiek. Żyję, można mnie odwiedzać w parkach i na dworcach, łatwo mnie dotknąć i nie powąchać trudno, moja rasa ginie, to nie ulega wątpliwości -można jeszcze na mnie polować. Żyję: rozmawiam ze sprzedawczynią i pomylonym Kurtem, myślę o tobie, czy nie prz…

owocówki w kosmosie

ponoć wysłano w kosmos muszki owocowe a u nas niedziela pachnie śmietaną trzydziestką twoja kostka stopniuje fiolet, psują się jabłka, koc zsuwa się z łóżka tylko z lewej strony. pada jałowy deszcz, oszczędza się na wodzie, widać jesień przyszła w filcowych pantoflach.
gdyby nie podbicia z twardej gumy nikt by nie usłyszał jak szura  spękaną, obłą piętą.

żółty

dzisiaj na Wycieczkowej umierała sarna a ja tylko przejeżdżałam obok nie bardzo wiedząc dokąd.
asfalt spiętrzał czarne zgrubienia i bąble
od upału albo w skutek
wielkiego wybuchu.

dzień dobry

kwadratowe zdjęcia telefonem
krótkie włosy
Stachura
doktoraty
sraty taty