Skip to main content

borzicactus acanthurus

































borzicactus acanthurus w końcu zajął mieszkanie na pierwszym piętrze. rozłożona w czasie migracja za firankę prosto z doniczki przewróconej na pustym balkonie trwała długo i pozwalała nam obserwować każdy najmniejszy postęp. bywało, że w uciążliwym, drobnym deszczu, szczelnie oblepiającym szkła okularów, siedziałaś z papierosem za zieloną barierką, która kiedyś wyrwie się z betonu i odpadnie, zostawiając po sobie cztery czarne dziury i absurdalny podest symulujący użyteczność przestrzeni. twoje wąskie, ciche spojrzenie osiadało powoli na włochatym ciałku, które wymykało się porównaniom a czasoprzestrzenne dziury w doglądaniu kaktusa na terakocie wypełniała jesień. garaże zdążyły zgnić u podstaw od kilkudniowych deszczów, srebrny RTS zamalowano mahoniową farbą, sześcienny chodnik napęczniał od planowania pęknięcia w nowym miejscu a malwy pełne wody przestały łamać się z trzaskiem. tylko acanthurus podchodził do przełomów ostrożnie i jak 'głupi jaś z kamienia' pełznął do celu mierząc swą podróż w calach. na trochę straciłyśmy go z oczu. wciąż tam leżał, ale paliłyśmy mniej, tropiąc w ciałach pierwsze oznaki chorobowego rozkładu. być może dlatego przegapiłyśmy moment osiedlania. podczas bezksiężycowych nocy na pierwszym piętrze bardzo długo pali się światło a okna zachodzą tropikalną parą powstałą od ciepła niespotykanego w październiku. ktoś kreśli na nich wzory, które ulatują przez lufcik uchylany na poranny przymrozek. co czwartą niedzielę pierze się tam długie, zszarzałe od mgły firanki.

Comments

  1. Uderzył we mnie "podest symulujący użyteczność przestrzeni". Jest taki prawdziwy, taki naprawdę. Pozwala na używanie przestrzeni bezskrzydłym osobnikom. Niby to niewiele ale daje pewne poczucie wolności.

    ReplyDelete
  2. być może jesień jest jeszcze trudniejsza do przejścia dla kaktusów, ja radzę sobie z jesienią okrywając się melancholią

    ReplyDelete
  3. to niebo za oknem - skłębione, głęboko szare, ciężkie, z wyostrzonymi przebłyskami słońca, pasuje do czytania ciebie dziś. ignoruje kolor jesieni. zaraz łódź okryje woń mokrego betonu. trafiłam w moment. zmoknij.

    ReplyDelete
  4. tylko Tobie udaja sie zdjecia ze sztucznym seiatlem. bomba

    ReplyDelete
  5. jak dobrze, że tu trafiłam. świetne wszystko.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem