koklusz






























coraz tchórzliwiej rozpinam bluzę
boję się
by nie zaprosić pod serce
zbyt krótkiego oddechu.
sznurówki wiążę za mocno
-aż do przetarć skóry powyżej pięt.
dyskretnie łapię równowagę
zbierając z trawy srebrne wiórki. resztki
księżycowego światła.
trzęsę się, ugina mnie wiatr,
w kieszeni noszę
zapasową paczkę
zapasowej paczki chusteczek.

Comments

  1. Ten samochód z ostatniego zdjęcia - wspaniały! Szkoda, że pewnie już tylko niszczeje, zamiast dostojnie toczyć się po ulicach...

    ReplyDelete
  2. jesienią puszczamy pierwsze pędy niepokoju.

    ReplyDelete
  3. Urokliwe fotografie... Jak i Twoja twórczość, zaskakująca! Świetna jesteś w te klocki.

    ReplyDelete
  4. Szczerze mówiąc, Twój blog przeglądam powoli, trochę lipa z czasem u mnie:-) Świetne zdjęcia,widzę że ciągle czegoś szukasz, ale wiersz, no ja Ci powiem, sam nie wiem. Napiszę super, to takie za trochę tanie i płytkie w stosunku do tego o czym piszę, powiedzmy że jest doskonale dokładny:-)
    "...w kieszeni noszę
    zapasową paczkę
    zapasowej paczki chusteczek."

    Ta część, jakbym Świetlickiego czytał, i broń Cię, nie piszę o zrzynkach, chyba postrzeganie zbliżone. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  5. A moje serce skradła Łagiewnicka 160. Tak, jakby za tą tabliczką krył się tajemniczy ogród..

    ReplyDelete

Post a Comment