Skip to main content

Posts

Showing posts from November, 2014

ciotka

gdy przyjeżdżała ciotka z Tomaszowa spaliśmy w poprzek. troje, nie licząc mnie, niepoliczalnego człowieka, dla którego zaczynała się właśnie jakaś przedziwna przygoda. pod piętami dorosłych stały krzesła i podtrzymywały to, co nie mieściło się na tapczanie zakurzonym i żółtym jak zjełczały ser. drewniane mieszkania korników niczym stelaże zbudowane w krainie liliputów pod ciała śpiących olbrzymów, którzy bezgłośnie spadli nie wiadomo skąd. ciotka przyjechała tu zza trzech przesiadek na dziwnych stacjach, aż na trzy tygodnie. pachniała drukiem upchanych w torbie dzienników sprzed miesiąca i zaduchem kolejowego wagonu. jej nieujarzmione włosy musiały długo ugniatać zielone zasłonki z misternie dzierganym napisem PKP, kiedy ciotka spała śniąc koszmar o przegapianiu właściwej stacji, której nikt nie oznaczył żadnym rozpoznawczym napisem ani nie obdarzył halą dworca. teraz znów cicho drzemała płytkim snem spływającym na nas zawsze w obcych mieszkaniach, oddzielona od wujka moim ciałem. ni…

peleton start. kolaże.

jest już pierwszy post! (a zdaje nam się, że będą kolejne).  chodźcie jeśli chcecie:
blogspot
facebook

końcówka banana

w naszych dziecięcych, miękkich głowach, żądnych dramatów, (które jakoś nie chciały się dziać między jedną japońską kreskówką na RTLu a drugą), powstało mnóstwo teorii na temat nienazwanej grozy czyhającej w końcówkach banana. byłam zwolenniczką tej mówiącej o egzotycznym robaku, o bananowym czerwiu, który wlazł do środka w afryce po to, by wyleźć w polsce prosto do mojego układu pokarmowego i siać tam spustoszenie. jeśli nie było go w bananie osobiście, a mogło się to wydarzyć naprawdę z wielu powodów, zostawiał tam robalowate jaja przez co miałam szansę stać się naiwnym inkubatorem dla afrykańskich owadzich noworodków. nic przyjemnego. w całkowitej ciszy i niemałym skupieniu obserwowałam więc wymuszane odcinanie obu bananowych końcówek i czasami wydawało mi się, że robal wystawia łeb, by zakląć, pogrozić mi i zapowiedzieć, że jeśli nie tym razem, to kiedyś na pewno go skonsumuję ― przez lenistwo albo na skutek dorosłości, która nie daje wiary podobnym historiom. środkowa część banan…

ogłoszenie najdrobniejsze

krótka historia nowego pomysłu
Z UK przyjechało z nami sporo ładnych rzeczy z papieru: lotniskowe ulotki o 'wszystkim co możesz zrobić i zobaczyć', albumy w kartonowych okładkach, teczki w pretensjonalne kwiaty, tomiki poezji o ptakach i wiele innych, które teraz przyjemnie zagracają dość małe mieszkanie. W gruncie rzeczy mogłybyśmy spędzić jesień na wąchaniu kartek, na wydzielaniu różniących się od siebie zapachów, które należy skatalogować w głowie, w tym miejscu, które służy wyłącznie przyjemności. Okazało się jednak, być może już jakiś czas temu w szkolnych ławkach, albo zupełnie niedawno, pod szarą kołdrą, że mamy w sobie potrzebę opowiadania obrazem i słowem. Cały ten inwentarz okoliczności w połączeniu z wyznawczym stosunkiem do twórczości Herty Müller spowodował, że dołączyłyśmy do kreatywnego mainstreamu i wzięłyśmy się za kolażowe wycinanki. Niedługo startujemy z blogiem, na którym fajnie będzie Was gościć. 
Kwestia adresu, a zatem również nazwy, wciąż pozostaje otwart…

czas zimowy

w mieszkaniu, w którym nas już nie ma zastałam zegary. uparcie ciągnęły na wskazówkach czas letni: skołtuniony jak sieci młodych pająków, zakurzony od słońca, które teraz budzi się i zasypia na różowo pod dyktando pierwszych przymrozków.

mapa zalesienia

znajomość lasów tego kraju, lasów, które rozciągają się ze zgrzytem za srebrnymi barierkami autostrad, bierze się z pamięci o leśnych fragmentach: poznawanych wtedy i potem, rozsianych tu i tam w postaci śmiesznych szkółek pozbawionych cienia. to pamięć, która za nic ma dane o zalesieniu ilustrowane za pomocą map fizycznych i wykresów słupkowych. daje pierwszeństwo migawkom podobnym do chwil, w których odkrywa się boleśnie skarlały pień brzozy, biały jak paznokcie z awitaminozą, rosnący w lesie przy torach kolejowych wiodących na południe.

czytam 'śmierć pięknych saren' i wchodzę po szyję do rzeki berounki.

zwykły

wydawnictwo czarne, dane osobiste. 'rodzaj konta: zwykły użytkownik'