Skip to main content

mapa zalesienia




























znajomość lasów tego kraju, lasów, które rozciągają się ze zgrzytem za srebrnymi barierkami autostrad, bierze się z pamięci o leśnych fragmentach: poznawanych wtedy i potem, rozsianych tu i tam w postaci śmiesznych szkółek pozbawionych cienia. to pamięć, która za nic ma dane o zalesieniu ilustrowane za pomocą map fizycznych i wykresów słupkowych. daje pierwszeństwo migawkom podobnym do chwil, w których odkrywa się boleśnie skarlały pień brzozy, biały jak paznokcie z awitaminozą, rosnący w lesie przy torach kolejowych wiodących na południe.


czytam 'śmierć pięknych saren' i wchodzę po szyję do rzeki berounki.

Comments

  1. Lasy... jak mi ich brakuje teraz, gdy mieszkam w betonowym sarkofagu dużego miasta. Lasów, które były w zasięgu wzroku i, do których mogłam pójść o każdej porze dnia i nocy...

    Coraz piękniej tu u Ciebie :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. z tą pięknością to nie wiem. pewnie meandrycznie, jak zawsze i wszędzie to bywa. a lasy-też muszę się do nich fatygować. robię to, kiedy już tęsknię za mocno.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem