Skip to main content

ogłoszenie najdrobniejsze

krótka historia nowego pomysłu

Z UK przyjechało z nami sporo ładnych rzeczy z papieru: lotniskowe ulotki o 'wszystkim co możesz zrobić i zobaczyć', albumy w kartonowych okładkach, teczki w pretensjonalne kwiaty, tomiki poezji o ptakach i wiele innych, które teraz przyjemnie zagracają dość małe mieszkanie. W gruncie rzeczy mogłybyśmy spędzić jesień na wąchaniu kartek, na wydzielaniu różniących się od siebie zapachów, które należy skatalogować w głowie, w tym miejscu, które służy wyłącznie przyjemności. Okazało się jednak, być może już jakiś czas temu w szkolnych ławkach, albo zupełnie niedawno, pod szarą kołdrą, że mamy w sobie potrzebę opowiadania obrazem i słowem. Cały ten inwentarz okoliczności w połączeniu z wyznawczym stosunkiem do twórczości Herty Müller spowodował, że dołączyłyśmy do kreatywnego mainstreamu i wzięłyśmy się za kolażowe wycinanki. Niedługo startujemy z blogiem, na którym fajnie będzie Was gościć. 

Kwestia adresu, a zatem również nazwy, wciąż pozostaje otwarta. Może macie jakieś pomysły na miano dla naszego miejsca? Przyjmiemy je z otwartymi głowami i ogromną radością.


osierdzie i jego druga połowa

Comments

  1. Pomysłu na nazwę nie mam, reszta brzmi ciekawie.

    ReplyDelete
  2. nie wiem, coś mi się z poszarpaniem pomyślało. szarpanina. instrumenta szarpane.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem