Skip to main content

co przywiewa wiatr






tak było
a później przestało być


Comments

  1. Moje serce rwie się do takich obrazków...

    ReplyDelete
  2. ptaki naprawdę latają kluczem.

    ReplyDelete
  3. A ja po raz pierwszy czuję inaczej i jestem tym zdumiona.
    Tak było i nie przestało być. Wciąż jest.
    Co to się porobiło?
    Nostalgia i słodycz Twoich obrazów jest mi niezbędna.
    A ostatnie bardzo mi przypomniało odświętne dni, kiedy rodzice wyświetlali na ekranie przeźrocza (tak właśnie mówiliśmy). Uwielbiałam te seanse.

    ReplyDelete
  4. takie małe ważne momenty, Magda ma rację, one ciągle są, może w innych kolorach, przy innym świetle, ale są.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ale wiesz, jak zazwyczaj czuję, że one odeszły i że już nigdy tak nie będzie. No i ja jestem inna, więc pewnie nie umiałabym ich przyjąć takich "nie skalanych" jak były.
      A tu jakoś wyjątkowo jest inaczej.

      Delete
    2. tak, ale ja myślę o takich małych momemntach, a nie całych zdarzeniach. Czasem jest to tylko zapach, smak, łąka w kwiatach, co powoduje, że znów masz 6 lat i droczysz się z kotem ;)

      Delete
  5. Podobno nic nie trwa wiecznie.

    ReplyDelete
  6. Tak znowu będzie. I znowu przestanie. I znowu będzie. Ale nie tak samo tylko podobnie. Ładniej, brzydziej, cieplej, zimniej, jaśniej, ciemniej.
    To samo nie wraca ale jest zastępowane często piękniejszym :)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem