Skip to main content

Posts

Showing posts from December, 2015

sen o tornadzie i trawach

droga była długa, powrotna, ja jednak znałam trasę. jechałam rowerem, cała w wietrze, z płynem na koniuszku nosa i zimnem w niezimowych butach. jechałam, wracałam, i wiedziałam, że jeszcze dość daleko, zanim dojadę. w jednej chwili niebo zrobiło się zielone i ciężkie, jak przed największą sierpniową burzą, która ma w sobie znacznie więcej wilgoci i opiekuje się lekko gnijącymi już chmurami. jakiś głos, zbyt przejrzysty jak na tę aurę, odezwał się do mnie — jak pogodynka w głowie — sugerując, że powinnam zawrócić. spojrzałam w górę i zrozumiałam, że ma rację: po niebie wiła się trąba powietrzna. była cienka jak jelitko, ale potężna. posłuchałam głosu i już jechałam w przeciwną stronę, wiedząc, że to bezsensowna konieczność, z kokonem tornada próbującym wplątać mi się we włosy. i kiedy tak jechałam, ktoś kiwnął na mnie z żółtych wysokich traw, które posiały się wiosną w prześwitach lasu. była to blada, chuda rączka. okazało się, że należy do dziewczynki a ta zaprasza mnie do siebie. we…

.

Zanim jeszcze chciano zabić pisarkę, pisarka napisała:
„Może da się porozumieć, mimo że nie zna się swoich języków ani obyczajów, ani siebie nawzajem, ani swych rzeczy i przedmiotów, ani uśmiechów, gestów, dłoni czyniących znaki, niczego; więc może da się porozumieć za pomocą książek? Czy to właśnie nie jest jedyna możliwa droga?”


Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk


wesołe miasteczko

Zdarzało się, że wesołe miasteczko przyjeżdżało wczesną wiosną. Niebo często zaciągało się jeszcze na granatowo, między blokami z wielkiej płyty krzyżowały się trasy wiatrów i w niektórych prześwitach przestrzeni można było kłaść się na rozpędzonym powietrzu. Bloki do dziś mamy pastelowe, ale nie wiem co stało się z wesołym miasteczkiem: dokąd pojechało, jakimi drogami i czemu przestało wracać. Plac, na którym odciskały się w trawie ślady karuzeli, naszych adidasów i grubych kabli prowadzących nie wiadomo dokąd, dzisiaj podtrzymuje przy życiu sklep z koszykami, które się czyści i ustawia w równych rzędach, którym nie pozwala się skrzypieć. Wesołe miasteczko skrzypiało nawet kiedy spaliśmy w swoich łóżkach między mamami a tatami. Łóżka nie były w stanie utrzymać nas w zimie. Kołdry coraz częściej zsuwaliśmy na podłogę odkrywając kostki chudych nóg zagrzanych od biegania przez sen na bardzo długie dystanse. I kiedy wypadały nam oniryczne zęby, kiedy przez sen pukaliśmy do znajomych drz…

ałła dżijan to ja

Przeczytałam „Listy do Jerzego” Marii Kuncewiczowej, które kiedyś odłożyłam zbyt szybko na półkę. Wtedy być może nie byłam jeszcze Ałłą Dżijan, dziewczyną-ukwiałem. Teraz już jestem. Dla porządku i pamiętania ─ garść podkreśleń (czyli pewnie uznałam to za bardzo moje albo bardzo ważne): 
„Ciągle jeszcze, kiedy to piszę, nie tyle żyję, co »jestem żyta«”. 
„Na początku marca 1984 roku leżałeś w klinice rzymskiej na łóżku z wysoką kratą z boku, żebyś nie uciekał od śmierci. Uciekałeś. Zrzucałeś prześcieradła, koce, kurczyłeś nogi do skoku. Perswadowałam, pytałam: »Dokąd? Po co? Nic cię nie boli, śpij«. Zasypiałeś.” 
„Chcę zapytać: Czy pamiętasz? Ale może pamięć rozkłada się i wsiąka w ziemię, jak wątroba, jak mięśnie... A może jest nieśmiertelna jak dusza? Podobno mam duszę, jednak cokolwiek sobie przypomnę, nie jest pełne. Zawsze zostaje miejsce na rzecz niewyrażalną i na domysł innego człowieka, który nie jest mną”. 
„Po miesiącu ktoś zrobił, coś zrobiło ci tę krzywdę, której nie można …

metamorphosis

znamy to już z historii i biologii własnej
najpierw kwiaty zaczęły lepić się do okien
później wyłaś nocami, śniło nam się tak samo:
marcowe rzeki a w nich flisacy
spławiający szkielety z drewna podobne do niczego

potem rogi mieszkania rozwarły się jak skóra
przecięta latem dziewięćcztery nad jeziorem w Chodczu
suchą trzciną, którą wiązaliśmy tratwę
żeby przepłynąć na wyspę po mlecze dla królików

a w mieszkaniu brakło nam kątów prostych
nie było gdzie stawiać lamp i parasoli
koc skłębił się w nogach łóżka i tam przeniosłaś swój sen
garstka po garstce jak najcenniejsze nasiona

dom przyrósł do drzewa. od zeszłej niedzieli
rozmawiamy tylko o tym kiedy puści soki
i pozwoli nam pójść wolno, tempem żywicy
kapiącej z martwych gniazdek i nieszczelnych okien