Skip to main content

ałła dżijan to ja

Listy do Jerzego, Instytut Wydawniczy Pax,
Warszawa 1988; str.12
fot. Andrzej Mroczek
str. 108
fot. Andrzej Mroczek
str. 84
fot. Andrzej Mroczek




Przeczytałam „Listy do Jerzego” Marii Kuncewiczowej, które kiedyś odłożyłam zbyt szybko na półkę. Wtedy być może nie byłam jeszcze Ałłą Dżijan, dziewczyną-ukwiałem. Teraz już jestem. Dla porządku i pamiętania ─ garść podkreśleń (czyli pewnie uznałam to za bardzo moje albo bardzo ważne): 

„Ciągle jeszcze, kiedy to piszę, nie tyle żyję, co »jestem żyta«”. 

„Na początku marca 1984 roku leżałeś w klinice rzymskiej na łóżku z wysoką kratą z boku, żebyś nie uciekał od śmierci. Uciekałeś. Zrzucałeś prześcieradła, koce, kurczyłeś nogi do skoku. Perswadowałam, pytałam: »Dokąd? Po co? Nic cię nie boli, śpij«. Zasypiałeś.” 

„Chcę zapytać: Czy pamiętasz? Ale może pamięć rozkłada się i wsiąka w ziemię, jak wątroba, jak mięśnie... A może jest nieśmiertelna jak dusza? Podobno mam duszę, jednak cokolwiek sobie przypomnę, nie jest pełne. Zawsze zostaje miejsce na rzecz niewyrażalną i na domysł innego człowieka, który nie jest mną”. 

„Po miesiącu ktoś zrobił, coś zrobiło ci tę krzywdę, której nie można zażegnać. Krzywdę nowej drogi”. 

„Kiedy sen przyszedł, okazał się przestrzenią pełną szumiącej wody i błękitnego powietrza, kolumn, schodów do morza i ptaków”. 

„I tu wielka twoja wina, wielka twoja chwała: nie chciałeś mnie obudzić. Szanowałeś mój zachwyt, moją ciemnotę, mój beztroski urojony byt (...)”. 

„Owszem, przetrwają po mnie po szufladach jakieś notatki... Ale tych wstydliwych nie będzie. Tych »społecznych« też nie będzie, bo nie czułam się cząstką społeczności. Ot, przechodzień!” 

„(...) nieznajomi prosili o podpisy na książkach, których nie pamiętałam”

„Do mnie religia przychodziła od oporu do oporu, powoli, jak obowiązek sumienia raczej niż nadzieja szczęśliwości”. 

„Czyżby to było cudem, że Łaska spływa na mnie, kiedy patrzę na kwitnące drzewo, nie na monstrancję? Na księżyc, nie na kielich?” 

„Pomieszały się moje literatury, moje geografie, moje i twoje czasy (...)”. 

„Nic nie wiem o samobójstwie drzew. Po prostu giną i nie wszystkie »giną stojąc«. Czy się skarżą, że liście od nich uciekają? Nie wiem. Opuszczony człowiek skarży się Stwórcy. Stwórca odpowiada. Ja rzadko rozumiem mowę Stwórcy”. 

„Więc odwracam wzrok od dziejów i wracam do drzewˮ. 

„Mówiłam: »Po co nam ta wierzba, ani płacząca, ani swoja?« »Ona żyje« ─ powiedziałeś. »Ona zabiła azalie!« ─ krzyknęłam. »To nie nasza rzecz, takie wojny« ─ usłyszałamˮ. 

„Z Eriką zawsze można było zapomnieć o czasie kosmicznym, własnym i kościelnym, o każdym czasie bardziej płynnym od wody, od krwi, od słowa. Erika jest tak samo bezproblemowa jak motyl oglądany przez człowieka. Tak jak motyl, ma ona pełno problemów, ale ludziom wolno ich nie zauważać: giną w trzepocie i kolorachˮ. 

„Coś, czego nie udało mi się rozpoznać ani określić przez osiemdziesiąt parę lat ─ to byłam jaˮ. 

„Poza tym topole po lewej, wzgórza, owce ─ rzeczy wszędobylskie, świadczące o jedności istnieniaˮ. 

”(...) podobno raz jeden zachowała się przytomnie: Kiedy ją ulokowano w pokoju z widokiem na drzewo, uśmiechnęła się i ruchem ręki pozdrowiła drzewoˮ. 

„Wszyscy się w niej kochali, mężczyźni i kobiety, a ona tak nas ustawiała na swojej scenie, żeby było składnie, jak w teatrzeˮ. 

„(...) poznałam cyganerię tak niepodobną do tamtej, jak arie Pucciniego są niepodobne do jazzu, a magnolie do pokrzyw. I ta nowa nauka poszerzyła dla mnie świat. Nauczono mnie kultu ruin i czystego spojrzenia na brud”. 

„Obok moja tablica z pustym miejscem na śmierć, z napisem: Pisarkaˮ, 

„Teraz w Polsce łatwo ścinać stare drzewa, trudno odbudowywać stare ściany”. 

„Pozmieniały się granice, rozpadły się zamki, został bezˮ. 

„W Łańcucie Verdi? W Łańcucie miały być konieˮ. 

„Spałam na kamiennej ławie, trochę zmarzłam, śniło mi się, że jadłam z wami lody na Gianicoloˮ. 

„Błogość: nareszcie mnie nie ma. Nareszcie znikły obowiązki, żal, pamięć, ciężar spadł z pleców, wszystko rob się samo ─ jestem wolna. To coś, co leży na moim łóżku, nareszcie nie jest mnąˮ. 

„Zostanie coś, co miało być przyczyną i usprawiedliwieniem mojego istnienia: pisarstwo. Czyżby reanimacja obejmowała także mózg?” 

„Poeci piszą własne dzieje na skruszonych murach i płynnych obłokach. Korniki piszą na korze drzewnej. I to wszystko są podręczniki karier”. 

„Pogodzona z niechlujnymi sekretami własnego wnętrza”. 

„A czy ja bym chciała życie pić łyżeczką?ˮ 

„Spoglądałam z niechęcią na swój wzdęty brzuch. Płód rośnie, uwiera, mdli, ale nie czułam się chora, tylko dziwna”. 

„Chłopiec urodził się zdrowy jak ryba, tylko mi pękły żyłki w oczachˮ. 

„Wróciłam znowu ze szpitala. Już trzecia reanimacja, a wiadomo, że »do trzech razy sztuka«. Trzeba się streszczaćˮ. 

„Wiesz, jaka byłam zajęta śpiewaniem, pisaniem i zachwytem nad byle czym, tylko dlatego, że ono było, a ja zawsze wątpiłam, że jestem. Wszystko robiło się samo, niczego nie zamierzałam, dopiero o wiele później ty nauczyłeś mnie starań o to, żeby coś się stało.ˮ 

„Zjawiło się i na zawsze pozostało pytanie: co jest moje, co nie moje? Czy wyłącznie mój ma być skrawek rzeczywistości, za który mój mąż, ja czy też jedna z prababek zapłaciliśmy pieniędzmi albo krwią pradziadka? Czy na Ziemi nie ma miejsca dla bezbronnych przechodniów? Czy brzeziniak nie należy także do przelotnych dzięciołów, a ogród do obcych srok?ˮ 

„Raz się zdarzyło, że taki anioł odpiął skrzydła i schował je do szafy. Ja też miałam małe, ukryte skrzydełka. Lataliśmy tam, gdzie wolno i gdzie podobno nie wolnoˮ. 

i coś z posłowia, ale jakby z życia i jakbyśmy się z Różą dosyć dobrze znały: 

„Miejsce Róży jest na wyspie Utopii, gdzie życie ma zupełnie inny wymiar: wzniosły, namiętny, doskonały. Wszystkie pryncypialne wartości i uczucia istnieją tam niczym nie zagrożone i w sposób maksymalny można sobie projektować ich realizacjeˮ. 

Ciągnie się jakaś nić, dzięki której je rozumiem ─ kobiety urodzone na długo przed jakimkolwiek śladem mnie. Wczoraj Hanna Krall i jej czytanie „Subloktorki”, które nie wymagało żadnych przypisów do słówy. 

Co to za nić? Kto ją przędzie? 

Przypomniało mi się jedno z olśnień: Ałła Dżijan to „sobowtór nienawistnyˮ i „niezniszczalny polipˮ. Jak to jest, że tak bardzo musi mi tu pobrzmiewać Anatema na śmierć Edwarda Stachury?

Comments

  1. Barthes napisał, że nasze życie, tworzą dotknięcia małych samotności. Boję się, że to może być prawda.

    ReplyDelete
    Replies
    1. i jeszcze z przeszłych i naszych własnych "zwątpień w to, że się jest".

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem