Skip to main content

Posts

Showing posts from 2016

syreny wyją, kończy się świat

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

grudzień

baza

w bazie rosło drzewo ugięte na nasz użytek
i ani trochę nie było nam żal,
bo to nie jest uczucie, które się ma, gdy można się huśtać
nad niemądrym czuwaniem ryb,
nad złorzeczeniem pokrzyw

noże noszone luzem po kieszeniach
dobrze oddzielały skórę od jabłka
i chroniły nas przed litością

tylko raz zrobiło nam się naprawdę głupio
jak chuda suka Bogdana zjadła przy nas gołe pisklęta
schowane zbyt nisko i zbyt płytko
w przezroczystych od suszy trawach

i być może po to wlokła się za nami dzień w dzień
byśmy sobie nie myśleli,
że wszystko co żyje ma miękki rdzeń

pies o imieniu bigos

dość chłodny w obejściu i ma zeza ale się stara

te lucis ante terminum

Zanim nadejdzie kres światła, prosimy, Składaczu świata: opraw nas w słowa jak w atłas, zawrzyj jak mszał lub atlas.
Zostaw nam senne widziadła, niech nocny przyniesie je anioł, niech pomną się prześcieradła, niech nasze ciała je splamią.
Ty, który dałeś nam życie i który przy nim nas trzymasz, obdarz nas śmiercią obficie, niech wróg nasz do końca trwa przy nas.


Te lucis ante terminum, Jacek Podsiadło z tomu: Włos Bregueta [2016]

ananasy

tym razem nie dałam się nabrać
― śnieg jutro zamieni się w błoto po co obiecywać sobie kraj zadający ćwiczenia z wyobraźni? tramwaj pojechał objazdem, w rożku kieszeni zebrał się piach

kto by pomyślał, że wiozę ci ananasy w zakupowej szmaciance

wakacje '94

prababka ma grób tuż przy ogrodzeniu
widok na grudy pola, odsłonięte niebo,
żadnego drzewa i zastanawiam się
czy to dobrze, bo przecież przy domu
rosły topole zbierające piorun za piorunem
a w sercu podwórka drzewo, o którym nie wiem nic
poza tym, że pozowaliśmy tam do zdjęć
rozsypani po jego korzeniach, poubierani tak śmiesznie
- w getry i krótkie bluzki (nadruk popękał w praniu).
matki w samych stanikach, bo to pewnie szczyt lipca,
popijają słabe piwo o smaku cytrusów
i mówiąc, że dobre, zimne, wieszają na uszach czereśnie,
nam studzą kompot a z pierwszych chmur na południu
czytają, że burza przyjdzie o szesnastej
zbierają pranie, zaganiają nas jak pisklęta
do ciasnej kuchni, domowych spraw, rysowania przy stole
jeszcze na długo przed pierwszym grzmotem

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #9

białe slajdy

mały, nieładny chłopiec obcięty na grzybka,
który w przedstawieniu dostał rolę nieba
przebiegł mi za oknem z papierową chmurą
malowaną resztkami czterech plakatówek
na niebiesko. bo kto by odróżniał odcienie
choć je nazwano, tu wystarczą podstawy:
taśma rwana zębami, kleks z brudnej wody i sen,
który tej nocy nie będzie jak ciepłe jezioro.
otworzy mu usta a przez nie zasieje strach
― trzy miłe dla dłoni nasiona różowe jak dzieci i głos łamiący się cicho, ten słaby latawiec w scenie, gdzie trzeba będzie udawać wiatr

ściegi, szumy, światła

prawe skrzydło

przełamywanie

wystraszyłam drzewo a ono rozsypało się
wronami przepisanymi z nieba
w ostatnim momencie, w którym wolno mi było na nie patrzeć

dzisiaj już wiem, że to na przełamanie
jesieni i zimy. na zapowiedź pionowych ścian
śniegu z deszczem, deszczu z żółtym światłem,
światła z czwartą po południu

plaster

założę się, że nie pamiętasz jak pod domem handlowym Carmen miałyśmy czołowe na rowerach, a to wszystko na oczach matek,  które wisiały w oknach, na jedenastym piętrze  (flagi z napisem "strach") i w myślach cięły już  plaster z opatrunkiem na odpowiednio szerokie kawałki


ciągnąc za włos Bregueta

to ważne jakie sobie wybieramy zwierzątko na życie, albo jakie zwierzątko wybiera sobie nas. po spotkaniu z Jackiem Podsiadłą, który wybrał sobie niedźwiedzia na zwierzątko składające dedykację dla borsuka, uzupełniłam katalog przekleństw o słowa takie jak biznes i pieniądze. albo może one już tam były, w tym właśnie katalogu, tylko nienazwane, bo nie myślałam o nich zbyt często. 
i jeszcze wiem, że chciałabym pisać światłem.
"Włos Bregueta" otworzę jak tylko ołówek miękko ułoży mi się w dłoni.

film o amazonii

tego dnia padało aż do wycia alarmów
w skali padań taki deszcz jest wysoko:
nie zmienia ulic w rzeki, ale zbiera uwagę
przyciąga do okien, podpina światła pod puls,
usztywnia karki.
na szybie zostawiłam tłusty ślad i parę
myślałam, że teraz już na pewno będziemy
umierać po ostrzeżeniu słanym dotąd bezgłośnie,
lecz wreszcie odtajnionym, natarczywym jak brak sygnału.
myślałam, że takich deszczów już nie ma, zresztą tak mówią wszyscy,
pokolenie przywykłe do niewygód i braków,
do zdzierania strupów nim są suche, gotowe,
(wyjdzie słońce i powiem: to już nie te upały,
nie te wodne lody, inne niż kiedyś strachy)
tego dnia kłamałam, że to film o amazonii
jakiś niedzielny dokument, nieskończona pora deszczowa
zagłuszana tym szumem, w którym nie słychać kropli,
tylko złe audycje z radia, które słabo działa.


Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #8

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #7

lalki

zabawa lalkami nauczyła mnie głównie tego,
że kończyny luzem wyglądają śmiesznie

podchody

może dziś poczekam na nią w łasze piachu
jak biała ryba z bardzo czujnym okiem
czasem tylko ruchoma w skurczu ogona
ale poza tym cicha. może dziś poczekam
i może nie każą mi znowu
wchodzić na ciasto, na kompot,
mętny od wiśniowych skór, matowych nocy,
może przemknę cicho tą wydeptywaną dróżką
która odtwarza naziemne trasy gołębi,
postawię mały but na chwiejnej drabinie,
oderwę się od ziemi z kulką odwagi w sercu.
ale nim zegnę kolano, już dobrze znam odpowiedź:
na mój zamiar warczy zamiar psa o długich nogach,
budzony w cieniu stodoły od drgania miękkiej powieki,
wilgotny i gwałtowny jak cząstki śliny, gdy szczeka.
sukę musieli dopuścić późnym, wrześniowym wieczorem
bo skóra brutusa jest sina jak nowa bańka na mleko.
a ogar był z drugiej wsi i wieźli go do nas przez rzekę
niebiesko-żółtym promem - zabawką przez kałużę.
może dzisiaj poczekam w ciszy. niebo ciemnieje nad lasem,
będziemy bawić się szybko, według ścisłej metody,
żeby zdążyć przed ulewą, co w dziurach upchnie króliki,
porz…

między zimną a bracką

Cmentarz Żydowski w Łodzi/Jewish Lodz Cementary



Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #6

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #5

kort

za czteropiętrowcem znów nakryli kort a ja przeoczyłam moment dęcia
w brzuchaty namiot, siny i gładki jak buk,
gnijący po cichu od pępka

mogę Ci przysiąc, że krążyłam po trasach
wydeptanych przez babkę w tureckim dywanie,
zamierałam w martwej strefie za firanką,
ale to wszystko zdało się na nic

zmylił mnie październik ciężki od wilgoci -
pluszak wyprany z kurzu, wieszany za uszy.
siatka rdzewiała równo po północnej stronie
i nie groziły nam jeszcze żadne nagłe mrozy

tę słoniową skórę musieli stawiać nocą
ukryci w metalicznym szemraniu grzejnika
jeszcze dziś na sinej granicy kortu
można było znaleźć strzępy grubych nitek

musimy przywyknąć do nowych snów, widoków,
a w nieszczelne okna poupychać waty
nie wpuszczać do gardeł tej miękkiej szarości
płynącej osiedlem w porze pierwszych świateł

pod namiotem kortu cicho robią śmierć
i chcą wszystko skończyć przed zimą
nad parowaniem herbat obstawiamy czasem
o ile lat się pomylą


Ania zrobiła zdjęcia kortu a ja przypomniałam sobie, że mijałam p…

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #4

jest taka brama na Wawrzyniaka, gdzie dobrze się żuje balonową gumę.

brus, lutomiersk i jesienny ogon

na wycieczce było tak, jak powinno być na wycieczce.
był plecak i deszczowa kurtka i batonik kupiony na drogę.
był pan, który groził, że nas aresztuje i straszny ścisk w podmiejskim tramwaju.
w powietrzu dymy z ogrodów, pierwsze jesienne mgły, pola odbarwione w graficznym programie
o  co najmniej 2 stopnie.
na powitanie wyszedł pies z kołtunem na ogonie i śpiochem w oku.
trochę na nas padało i bardzo marzły nam stopy,
ale tak właśnie wyglądają pierwsze jesienne wycieczki,
z których wraca się w koce, herbaty i zapach domu.

czemu lubię drzewa

"Współżycie z innymi jest dla mnie torturą, a mam innych w sobie. Nawet z dala od nich jestem zmuszony do współżycia z nimi. Jestem sam, a otacza mnie tłum. Nie mam dokąd uciec, chyba, ze ucieknę od siebie.
O, wielkie góry o zmierzchu, wąskie ulice w świetle księżyca, obym miał waszą nieświadomość (...) Drzewa, co jesteście tylko drzewami z waszą przyjemną dla oka zielenią, nie związaną z tymi troskami i zmartwieniami, tak kojące dla mych niepokojów, ponieważ nie macie oczu do patrzenia ani duszy, która mogłaby ich nie zrozumieć i drwić z nich! Przydrożne kamienie, odrąbane pnie drzew, zwykła anonimowość ziemi wokół, mojej siostry, ponieważ wasza niewrażliwość na moją duszę jest mi pieszczotą i odpoczynkiem (...) Olbrzymie  morze, mój hałaśliwy towarzyszu dzieciństwa, dajesz mi odpoczynek i kołyszesz mnie do snu, twój głos nie jest bowiem ludzki i nie może któregoś dnia cicho wyrecytować ludzkim uszom wszystkich moich słabości i niedoskonałości. Rozległe niebo, niebo błękitne, b…

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #3