Skip to main content

dorsz






gdyby otworzyć wtedy jej ciało, okazałoby się,
że od wewnątrz jest w połowie białe jak kruche mięso dorsza 
a w połowie przypomina jeden wielki mięsień, 
wydarty z zajęczych skoków lub z sarniej pęciny 
pracującej nad zakorzenieniem jej przy brzegu



Comments

  1. Denaturacja. Ścięcie białka, nie tylko rozmiękczenie. Ale może w samej denaturacji gra semantycznie odejście od tego, co nam pisane, w czym można by żyć dotychczasowym biegiem. Ale może to proces niezbędny, drobna śmierć jakiejś cząstki w nas. Która zostanie przecież pożywką dla drobnych stworzeń, dla mikrokorzonków roślin. Dla kto wie jakich dzikich światów.

    ReplyDelete
  2. very nice post, full of poetry !!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem