Skip to main content

Posts

Showing posts from November, 2016

wakacje '94

prababka ma grób tuż przy ogrodzeniu
widok na grudy pola, odsłonięte niebo,
żadnego drzewa i zastanawiam się
czy to dobrze, bo przecież przy domu
rosły topole zbierające piorun za piorunem
a w sercu podwórka drzewo, o którym nie wiem nic
poza tym, że pozowaliśmy tam do zdjęć
rozsypani po jego korzeniach, poubierani tak śmiesznie
- w getry i krótkie bluzki (nadruk popękał w praniu).
matki w samych stanikach, bo to pewnie szczyt lipca,
popijają słabe piwo o smaku cytrusów
i mówiąc, że dobre, zimne, wieszają na uszach czereśnie,
nam studzą kompot a z pierwszych chmur na południu
czytają, że burza przyjdzie o szesnastej
zbierają pranie, zaganiają nas jak pisklęta
do ciasnej kuchni, domowych spraw, rysowania przy stole
jeszcze na długo przed pierwszym grzmotem

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #9

białe slajdy

mały, nieładny chłopiec obcięty na grzybka,
który w przedstawieniu dostał rolę nieba
przebiegł mi za oknem z papierową chmurą
malowaną resztkami czterech plakatówek
na niebiesko. bo kto by odróżniał odcienie
choć je nazwano, tu wystarczą podstawy:
taśma rwana zębami, kleks z brudnej wody i sen,
który tej nocy nie będzie jak ciepłe jezioro.
otworzy mu usta a przez nie zasieje strach
― trzy miłe dla dłoni nasiona różowe jak dzieci i głos łamiący się cicho, ten słaby latawiec w scenie, gdzie trzeba będzie udawać wiatr

ściegi, szumy, światła

prawe skrzydło

przełamywanie

wystraszyłam drzewo a ono rozsypało się
wronami przepisanymi z nieba
w ostatnim momencie, w którym wolno mi było na nie patrzeć

dzisiaj już wiem, że to na przełamanie
jesieni i zimy. na zapowiedź pionowych ścian
śniegu z deszczem, deszczu z żółtym światłem,
światła z czwartą po południu

plaster

założę się, że nie pamiętasz jak pod domem handlowym Carmen miałyśmy czołowe na rowerach, a to wszystko na oczach matek,  które wisiały w oknach, na jedenastym piętrze  (flagi z napisem "strach") i w myślach cięły już  plaster z opatrunkiem na odpowiednio szerokie kawałki


ciągnąc za włos Bregueta

to ważne jakie sobie wybieramy zwierzątko na życie, albo jakie zwierzątko wybiera sobie nas. po spotkaniu z Jackiem Podsiadłą, który wybrał sobie niedźwiedzia na zwierzątko składające dedykację dla borsuka, uzupełniłam katalog przekleństw o słowa takie jak biznes i pieniądze. albo może one już tam były, w tym właśnie katalogu, tylko nienazwane, bo nie myślałam o nich zbyt często. 
i jeszcze wiem, że chciałabym pisać światłem.
"Włos Bregueta" otworzę jak tylko ołówek miękko ułoży mi się w dłoni.

film o amazonii

tego dnia padało aż do wycia alarmów
w skali padań taki deszcz jest wysoko:
nie zmienia ulic w rzeki, ale zbiera uwagę
przyciąga do okien, podpina światła pod puls,
usztywnia karki.
na szybie zostawiłam tłusty ślad i parę
myślałam, że teraz już na pewno będziemy
umierać po ostrzeżeniu słanym dotąd bezgłośnie,
lecz wreszcie odtajnionym, natarczywym jak brak sygnału.
myślałam, że takich deszczów już nie ma, zresztą tak mówią wszyscy,
pokolenie przywykłe do niewygód i braków,
do zdzierania strupów nim są suche, gotowe,
(wyjdzie słońce i powiem: to już nie te upały,
nie te wodne lody, inne niż kiedyś strachy)
tego dnia kłamałam, że to film o amazonii
jakiś niedzielny dokument, nieskończona pora deszczowa
zagłuszana tym szumem, w którym nie słychać kropli,
tylko złe audycje z radia, które słabo działa.


Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #8

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #7

lalki

zabawa lalkami nauczyła mnie głównie tego,
że kończyny luzem wyglądają śmiesznie

podchody

może dziś poczekam na nią w łasze piachu
jak biała ryba z bardzo czujnym okiem
czasem tylko ruchoma w skurczu ogona
ale poza tym cicha. może dziś poczekam
i może nie każą mi znowu
wchodzić na ciasto, na kompot,
mętny od wiśniowych skór, matowych nocy,
może przemknę cicho tą wydeptywaną dróżką
która odtwarza naziemne trasy gołębi,
postawię mały but na chwiejnej drabinie,
oderwę się od ziemi z kulką odwagi w sercu.
ale nim zegnę kolano, już dobrze znam odpowiedź:
na mój zamiar warczy zamiar psa o długich nogach,
budzony w cieniu stodoły od drgania miękkiej powieki,
wilgotny i gwałtowny jak cząstki śliny, gdy szczeka.
sukę musieli dopuścić późnym, wrześniowym wieczorem
bo skóra brutusa jest sina jak nowa bańka na mleko.
a ogar był z drugiej wsi i wieźli go do nas przez rzekę
niebiesko-żółtym promem - zabawką przez kałużę.
może dzisiaj poczekam w ciszy. niebo ciemnieje nad lasem,
będziemy bawić się szybko, według ścisłej metody,
żeby zdążyć przed ulewą, co w dziurach upchnie króliki,
porz…

między zimną a bracką

Cmentarz Żydowski w Łodzi/Jewish Lodz Cementary



Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #6

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce, #5