Skip to main content

Posts

Showing posts from December, 2016

syreny wyją, kończy się świat

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

grudzień

baza

w bazie rosło drzewo ugięte na nasz użytek
i ani trochę nie było nam żal,
bo to nie jest uczucie, które się ma, gdy można się huśtać
nad niemądrym czuwaniem ryb,
nad złorzeczeniem pokrzyw

noże noszone luzem po kieszeniach
dobrze oddzielały skórę od jabłka
i chroniły nas przed litością

tylko raz zrobiło nam się naprawdę głupio
jak chuda suka Bogdana zjadła przy nas gołe pisklęta
schowane zbyt nisko i zbyt płytko
w przezroczystych od suszy trawach

i być może po to wlokła się za nami dzień w dzień
byśmy sobie nie myśleli,
że wszystko co żyje ma miękki rdzeń

pies o imieniu bigos

dość chłodny w obejściu i ma zeza ale się stara

te lucis ante terminum

Zanim nadejdzie kres światła, prosimy, Składaczu świata: opraw nas w słowa jak w atłas, zawrzyj jak mszał lub atlas.
Zostaw nam senne widziadła, niech nocny przyniesie je anioł, niech pomną się prześcieradła, niech nasze ciała je splamią.
Ty, który dałeś nam życie i który przy nim nas trzymasz, obdarz nas śmiercią obficie, niech wróg nasz do końca trwa przy nas.


Te lucis ante terminum, Jacek Podsiadło z tomu: Włos Bregueta [2016]

ananasy

tym razem nie dałam się nabrać
― śnieg jutro zamieni się w błoto po co obiecywać sobie kraj zadający ćwiczenia z wyobraźni? tramwaj pojechał objazdem, w rożku kieszeni zebrał się piach

kto by pomyślał, że wiozę ci ananasy w zakupowej szmaciance