Skip to main content

baza

w bazie rosło drzewo ugięte na nasz użytek
i ani trochę nie było nam żal,
bo to nie jest uczucie, które się ma, gdy można się huśtać
nad niemądrym czuwaniem ryb,
nad złorzeczeniem pokrzyw

noże noszone luzem po kieszeniach
dobrze oddzielały skórę od jabłka
i chroniły nas przed litością

tylko raz zrobiło nam się naprawdę głupio
jak chuda suka Bogdana zjadła przy nas gołe pisklęta
schowane zbyt nisko i zbyt płytko
w przezroczystych od suszy trawach

i być może po to wlokła się za nami dzień w dzień
byśmy sobie nie myśleli,
że wszystko co żyje ma miękki rdzeń

Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem