Skip to main content

te lucis ante terminum






Zanim nadejdzie kres światła,
prosimy, Składaczu świata:
opraw nas w słowa jak w atłas,
zawrzyj jak mszał lub atlas.

Zostaw nam senne widziadła,
niech nocny przyniesie je anioł,
niech pomną się prześcieradła,
niech nasze ciała je splamią.

Ty, który dałeś nam życie
i który przy nim nas trzymasz,
obdarz nas śmiercią obficie,
niech wróg nasz do końca trwa przy nas.



Te lucis ante terminum, Jacek Podsiadło
z tomu: Włos Bregueta [2016]


Comments

  1. Zaczęłam czytać i zdumiałam się, gdy przy drugiej zwrotce wpadł mi w oko tytuł i autor... bo... myślałam, że to Twój wiersz. Naprawdę. Mówię to z ręką na sercu. Myślałam, że to Ty go napisałaś.

    ReplyDelete
    Replies
    1. może to bezczelne, ale gdzieś, w jakimś zakręcie głowy hoduję sobie myśl, że ja bym się z Panem Jackiem dogadała, chociaż mało mieliśmy okazji, żeby rozmawiać.

      Delete
    2. a ten wiersz jest jakimś wierszem podstawowym. zupełnie jakby powstał dawno temu i został z tego minionego czasu przepisany przez odpowiednią osobę. uwielbiam go.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem