Skip to main content

precle

to już ta godzina, że nie złapiemy nawet
ostatniego tramwaju do zajezdni. idziemy
schodami w dół. może któryś ze sklepów
w przejściu podziemnym na rogu dwóch ważnych ulic
wciąż jeszcze sprzedaje precle, wilgotne od dnia,
skurczone od nocy. kupiłabym ci tego jasnego
z resztką sezamu, bo wiem, że często śnisz
o ziarnach, łuskach, że wyobrażasz sobie
jak kiełkują z nich ciemne nocne pędy,
a każdy ma po jednym okrągłym
i białym owocu na gałęzi. milczymy,
a nad głowami dudnią nam wagony i myślę przez chwilę,
że coś przeoczyłyśmy w rozkładach, rozchodach,
lecz gdy rozpinam płaszcz by sięgnać
po mapę tego dziwnego miasta
w kieszeni na piersi znajduję tylko
dwie pestki brzoskwini. szybko obliczasz,
że poza miłością przypadło nam w udziale
osiemnaście miligramów cyjanku

Comments

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem