Skip to main content

okręt


ten najdłuższy wieżowiec na osiedlu,
z ciemnym wiankiem pustych suszarni
to okręt, a ja skaczę
w przestrzeń Oceanu Spokojnego.
na geografii uczył nas o nim pan, który nosił
bezpieczne, wełniane swetry, jakby szykował się
na sztorm albo na ostateczny dryf
spienionymi rzekami w stronę morza.
dziś wiem, że kiedy mówił
o wyjątkowo zróżnicowanym dnie, o grzbietach
śródoceanicznych, które wyobrażałam sobie
osiodłane i gotowe do galopu,
tak naprawdę czuł wielki lęk, głębszy,
niż korytarze gryzących rękawów,
którymi idzie się w stronę dłoni, w stronę map.
stojąc tu zdążę się jeszcze głupio zdziwić,
że nikt nie rozwiesił żagli, które byłyby białe,
gdyby nie plamy potu rozlane tam,
gdzie zwykle leżą plecy. teraz wiem, że w piwnicach bloku
muszą ocierać się o siebie wielkie, czarne tryby
napędzane parą i nocą. a to tylko początek,
będzie mi tam dobrze. nie pozwól sobie wmówić,
że tafla wody jest w rzeczywistości twarda
i nieugięta jak ziemia.

Comments

  1. Replies
    1. wielka woda i wielki ogień. chyba będzie para!

      Delete
  2. Replies
    1. te za oczami są bardzo wierszotwórcze, trzeba ich pilnować

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem