Skip to main content

piach



jest problem z tym pozimowym piachem:
nie wysechł jeszcze na tyle, by
można go było zamiatać, a mimo to idę do ciebie
po pręgach od gałęzi mioteł. ktoś próbował 
za wszelką cenę zrobić tu porządek.
nie otwieraj, możemy przecież jechać
tym grzmiącym od ciężaru tramwajem
przez deszcz, nową trasą, która się nie skończy
mimo braku torowiska. pojedziemy dalej
między ogródki działkowe, gdzie stanie
nasz obłąkany, malowany w słońca
i muchomory dom, i nikt, nigdy
nie trafi do nas z pocztą, jedzeniem
śmiercią na telefon

po prostu nie odbieraj, jeśli nie chcesz
uczyć się potem wstawania z podłogi

Comments

  1. a ja stoję tu i patrzę Ci prosto w oczy, wiesz?

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem