Skip to main content

płaszczka

jestem dziewczynką z płaszczką i chodzę po dachach
jej ogon jest cienki, czarny jak zakładka,
mokry, gdy go pocierać. pachnie środkiem jabłka,
a gdy uderza w okna tych najwyższych pięter,
myli się go z gołębiem, z trzaskaniem okiennic,
z tą kroplą, co otwiera deszcz lub z owadzim pędem:
wszystko da się objaśnić jakimś mikrobłędem,
errorem, szybszym tętnem, co daje obrazy
i trzeba z nimi iść pod wodę, jak najgłębiej
szukać miejsc, które są bezludne i ciemne.
tam szelest owadów obrasta głuchym echem,
nikt już nie szepcze imion i wszystko jest pierwsze,
swetry nieprzechodzone, skóra różowa a węgiel,
nada się jeszcze na opał. zabierz mnie tam na ferie,
przedłużane wieczorem o kolejny dzień, miesiąc,
o rok. nikt się nie spostrzeże jeśli nas nie będzie
na śniadaniu, w autobusie, w ciele, no więc prędzej:
zniszcz powietrzne pęcherze, możemy tu zostać,
dotykać brzuchów ryb, nocować w dennym mule,
na lądzie nie umiałam z tobą mówić o śmierci,
a tutaj wszystko rozumiem.

Comments

Popular posts from this blog

Sąsiedzi: Projekt Jeżyce

jest pewien projekt, który chciałabym Wam pokazać. opowiada o wspólnocie i o byciu obcym. o sąsiedzkości. o momencie, w którym na przestrzeń wokół stołu zaczynamy mówić DOM a na ludzi mijanych w drodze do pracy-współmieszkańcy. wziął się stąd, że sama byłam przez jakiś czas tą 'nową' w nieznanym mi mieście. przez pół roku przyglądałam się obcej sobie i obcemu światu by przez 2 ostatnie tygodnie spoglądać przez obiektyw na innych' kosmitów'.  zbiór portretów osób, które skrzyknęłam na inicjatywnej facebookowej grupie jeżyckiej w mojej głowie funkcjonuje pod hasłem Sąsiedzi: Projekt Jeżyce i w takiej formie zaistnieje niedługo jako (mam nadzieję) spójna całość.

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września