Skip to main content

Posts

Showing posts from July, 2017

momenty styku

akacje samosiejki gięły się w lewo od pędu, zwierzęta szły do lasu, kryły się w podszyciu,  nieobecność słońca markowała bielą,  jabłka zaczynały ciążyć jabłoniom, kocięta brzuchom kocic,  odświeżano bloki pastelową farbą,  leśne drogi weszły w rzeki,  kamień uderzył o kamień gdzieś w zielonym nurcie,  ktoś rzucił się pod pociąg i przeżył

otwórz okno na czarne prześcieradła

makieta

na osiedlu czas płynie gdy się patrzy na wierzbę,
poza nią nie ma ludzi, dni, rysunków kredą,
styropian nie udaje nasion topoli, a te
nie kleją się do warg jak cukrowa wata.
na górkę-ślimaka wchodzi się dość szybko:
złagodniała i przerosłam ją o głowę;
to prawie niemożliwe, by zedrzeć tu kolana,
bo wszystko jest łagodne: asfalt, liście babki
pasujące krojem do największych ran,
piach układa się w łachy podobne poduszkom,
ostra trawa ucieka po łuku przed skórą.
matki zwisają z okien, wciąż o krok przed nami,
mają tylko słabsze głosy, bledsze twarze;
nikt nam nie da gwarancji, że to wszystko naprawdę,
naprawdę jest mrużenie oczu, uchylanie warg
od zajączka puszczanego z linii balkonów
oknem otwieranym na skwar

próg

gdy wracamy, duży pies, nierówno porośnięty czarno-brązową sierścią, wciąż kocha po cichu. tym razem jego ciepły brzuch przylega do progu, wyłapuje drgania, które powstają w sercu domu, wszystkie szurania krzesłem, kapciem; głosy, które prawie wychodzą na schody, ale jednak nie, bo zatrzymuje je deszcz rozpylony na szybie, zapach kawy, czyjeś wołanie z ostatniego pokoju ― one wszystkie stawiają psie uszy na sztorc. jeśli drzwi się dziś nie uchylą, pójdzie poleżeć w śladach butów rozsianych przy furtce. z resztek ciepła i zapachu wynika, że tam byli po raz ostatni.