Skip to main content

kolonie


wszystkie dziewczyny z kolonii zabrały na wyjazd
ten sam ogórkowy balsam z pisma, piegi na polikach,
jeszcze niewyraźne, sypnięte z garści na wiatr
jak ziarna, najbielsze z białych, wybrane końcem języka.
niektóre pierwszy raz w życiu widziały ruchome morze,
szukały momentu, w którym rodzą i łamią się fale,
tarzały się w piasku jak psy a w lasach obok plaży
dotykały szyszek bosymi stopami.
po całym dniu zbiórek i wracania na czas,
szły do chłodnych pokojów czytać horoskopy.
zastygały na długo w szufladach ośrodka:
skorki schowane w cieniu przed wielkim ukropem.
(pamiętam: pną się po murze nieostrożne jak dzieci,
a ja chodzę w skarpetach, mijam umieranie).
dziewczyny wybierały zacienione miejsca:
zasłony w rogach pokojów, wnęki z umywalkami.
nie przekręcały klucza. kiedy wszystko cichło,
i tylko ze stołówki szedł ku nim dźwięk zmywania,
rozgrzane słońcem uda rozchylały w półśnie,
zasypiały z palcami w słonych kąpielówkach.
wracały w sam środek sierpnia, w reklamy o tornistrach,
w światło, które w tym roku już nie będzie białe.
przed drogą goliły nogi, zmywały z ciała woń łuski,
matki na dworcu milkły wiedząc już, co się stało



Comments

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem