Skip to main content

Posts

Showing posts from August, 2017

miód i mgła

gdyby teraz spytała mnie, czy wiedziałam,
jedząc w ciasnej kuchni dziwny dżem ze szpitala
na spółę, brudnym palcem, choć czasem był to nawet
miód wybierany frytką z białego pudełka;
czy wiedziałam, wiążąc buty, podnosząc wzrok ku górze
na nieskończone rzędy boazeryjnych desek,
że nie skończy studiów, urodzi jej się bachor,
który będzie się bawił czymś innym niż Furby
i raczej nie powisi na trzepaku, bo tak się składa,
że nie ma już trzepaka, tak jak nie ma ojca,
tych bardzo łatwo zgubić, łatwiej niż złotówkę,
błądzą później grupkami w osiedlowej mgle,
wyszli ze śmieciami, ale wszędzie tylko kosze
zapełniane od poniedziałku, a tu już niedziela,
dzień żółty od rosołu, więc święty. czy wiedziałam?
gdzieś między przewrotem w tył a ściganiem wróbli
miałam takie niejasne przeczucie

kamerka

pamiętam tylko, że napisał jej: ej, podoba mi się ten twój pierdolnik w pokoju, że tak tam macie jak we włoskiej rodzinie co się chowa przed słońcem.
na zewnątrz od upału topią się kamienie a u was  spokój, mikrokosmos, czarno-białe filmy, suszarka dźwiga grzecznie sprane żonojebki, szklanki są po kompocie, ale tak błyszczą, wiesz,  jakbys piła z nich chianti. no i co z tego, że z tej perspektywy nie widać sufitu, przecież tam musi się kręcić sufitowy wiatrak, leniwy i białożółty jak słoniowa kość, jak koszulka-namiot matki ulepionej z wielu ciast na pizzę

naive... so what?

kolonie

wszystkie dziewczyny z kolonii zabrały na wyjazd
ten sam ogórkowy balsam z pisma, piegi na polikach,
jeszcze niewyraźne, sypnięte z garści na wiatr
jak ziarna, najbielsze z białych, wybrane końcem języka.
niektóre pierwszy raz w życiu widziały ruchome morze,
szukały momentu, w którym rodzą i łamią się fale,
tarzały się w piasku jak psy a w lasach obok plaży
dotykały szyszek bosymi stopami.
po całym dniu zbiórek i wracania na czas,
szły do chłodnych pokojów czytać horoskopy.
zastygały na długo w szufladach ośrodka:
skorki schowane w cieniu przed wielkim ukropem.
(pamiętam: pną się po murze nieostrożne jak dzieci,
a ja chodzę w skarpetach, mijam umieranie).
dziewczyny wybierały zacienione miejsca:
zasłony w rogach pokojów, wnęki z umywalkami.
nie przekręcały klucza. kiedy wszystko cichło,
i tylko ze stołówki szedł ku nim dźwięk zmywania,
rozgrzane słońcem uda rozchylały w półśnie,
zasypiały z palcami w słonych kąpielówkach.
wracały w sam środek sierpnia, w reklamy o tornistrach,
w świa…